#5 In-n-out – najlepsze burgery na zachodnim wybrzeżu!

„In-n-out” to jedna z najbardziej znanych burgerowani na zachodnim wybrzeżu. Nie mogę tego miejsca nazwać restauracją, ale określanie go mianem „fastfood” jest w tym przypadku niesprawiedliwe, bo burgery są naprawdę świetne!

img_0086


DLACZEGO TYLKO WEST COAST?

In-n-out to ponad 300 lokali rozmieszczonych w 6 stanach: Kalifornia, Arizona, Nevada, Utah, Texas i Oregon. Dlaczego nie znajdziemy tego miejsca na wschodnim wybrzeżu?

Na chwile obecną nie ma ona w planach ekspansji na większą cześć kraju. Magazyny znajdują się w Baldwin Park(Kalifornia) i w Dallas. In’n’out absolutnie nigdzie nie używa mrożonych czy gotowych produktów. Traktują to jako jedną ze swoich najważniejszych zasad. Wszystkie świeże produkty dowożone są z magazynów ich własnymi samochodami. To jest właśnie główny i oficjalny powód. Firma nie byłaby w stanie dostarczać swoich produktów do lokali, które znajdują się dalej niż 500 mil od magazynu. Inne, nieoficjalne powody to zbyt duża konkurencja na tamtym wybrzeżu czy po prostu bycie wyjątkowym – to co niedostępne wydaje się lepsze. Odrzucają również wszystkie propozycje franczyzy. Uważają, że nie mieliby wtedy kontroli nad jakością.


WNĘTRZE I MENU

Lokal wygląda dość surowo i prosto. Tak samo menu. Przyznaję, za pierwszym razem można się zniechęcić (do czasu aż podadzą burgera 😉 ). Wydaje się, że pozycji jest w menu bardzo mało, a kolorystyka i te białe kafelki na ścianach…no cóż, trochę takie nasze polskie szpitale.

img_0384

Jednak później dochodzi się do wniosku, że skoro menu jest takie okrojone, to wszystko musi być naprawdę świeże, a wygląd lokalu jest spójny ze sobą, nawet ze strojami pracowników.

img_0385

img_0089


MAJĄ SEKRETNE MENU!

Tak naprawdę menu nie ma wcale tak mało pozycji jak się wydaję. In-n-out posiada sekretne menu. Oczywiście nie jest to chyba aż taki sekret, skoro ja nawet o tym wiem, ale trzeba poszperać w internecie, żeby wiedzieć o jego istnieniu i o tym jak z niego skorzystać. Ja osobiście jeszcze z niego nie korzystałam z dwóch powodów: staram się nie dogadzać sobie zbyt często w in-n-outcie, w końcu to Kalifornia, trzeba wiecznie być „bikini ready” 🙂 , a po drugie czułabym się po prostu dziwnie, jak jakiś tajny agent, który po cichu mówi „poproszę TO sekretne menu”.  Ale wiem, że można i że działa.

Co jest więc w tym menu?

  1. Protein Style Burger – zamiast bułki, dostaniemy burgera owiniętego w sałatę. Ta pozycja nie do końca zasługuje na miano „burgera”… Ale może jest to opcja dla mnie chcąc być wiecznie bikini ready 🙂 .
  2. 2xantyhing – można poprosić o podwójną, potrójną, poczwórną ilość mięsa i sera. Zdarzyło się też zamówienie 100xanything (poniżej zdjęcie).
  3. Animal Style Fries – frytki podane z sosem, cebulą i serem (hit in-n-out’a)
  4. Neapolitan Shake – zmieszane wszystkie smaki shake’ów.

To tylko kilka najciekawszych pozycji. Oczywiście wszystkie są płatne i powinny być dostępne we wszystkich lokalach.

Źródło:
Źródło: supersizedmeals.com

  • In-n-out posiada swój własny Uniwersytet na którym szkoli przyszłą kadrę kierowniczą.
Źródło: https://www.flickr.com/photos/donbrr/8378967845/in/photolist-4FJsZS-wt1kd-87RLXh-B3tr8-azS2dh-beC2TF-7UGJnL-dLqpdR-7DNBcS-qut8kT-pxtDCL-8ST11J-8tzk7
Źródło: https://www.flickr.com/photos/donbrr/8378967845/in/photolist-4FJsZS-wt1kd-87RLXh-B3tr8-azS2dh-beC2TF-7UGJnL-dLqpdR-7DNBcS-qut8kT-pxtDCL-8ST11J-8tzk
  • In-n-out dyskretnie drukuje na opakowaniach i kubkach wersety biblijne. Nigdy nie pojawiło się oficjalne wyjaśnienie ze strony firmy. Według plotek właściciele są po prostu bardzo mocno wierzący.

img_0097

  • Przed większością lokali znajdują się skrzyżowane palmy. Zdarza się również, że są one częścią wystroju i elementem na opakowaniach. Można je tam znaleźć ponieważ założyciel firmy, Harry Snyder, uwielbiał film „It’s a Mad, Mad, Mad, Mad World”, a tam takim znakiem oznaczało się ukryty skarb.

img_0383

  • Managerowie lokali mogą się pochwalić dobrą pensją. Zarabiają około 100 tys. dolarów rocznie.
  • Pracownicy In-n-out’a najwyraźniej lubią swoją pracę. Przeciętny staż pracy managera to 14 lat.

 

Zdjęcia:

img_0101

img_0092

img_0095

img_0098

#4 Przeprowadzka cz.3

Jak wyglądały nasze pierwsze dni w USA?

Tak jak wspominałam we wcześniejszych wpisach – przylecieliśmy w piątek. Wybraliśmy ten dzień nie bez powodu, chcieliśmy mieć jeszcze cały weekend na pokonanie jetlagu i na pozwiedzanie okolicy. Oboje byliśmy już wcześniej w Zatoce, ale myślę, że to miejsce nigdy się nie nudzi ;).

Wybraliśmy jak najwcześniejszy piątkowy lot (w SF byliśmy około godziny 14.00), bo przecież od razu jedziemy zwiedzać, tak?! Jedziemy tylko na chwilę do hotelu, zostawiamy bagaże, omijamy łóżko i sofę szerokim łukiem, żeby czasem się nie położyć i ruszamy w miasto. Taki był plan. A jak wyszło?

O godzinie 17.00 już spaliśmy w hotelu. Obudziliśmy się dopiero w sobotę nad ranem. A zwiedziliśmy tylko hotelową recepcje.

Około godziny 3.00 nad ranem w sobotę oczy mieliśmy już szeroko otwarte. Wyspani, wypoczęci i głodni – do śniadanie pozostały 4 godziny. Umililiśmy sobie czas grając na PlayStation w Tetrisa przeciwko sobie (tak, zabraliśmy wszystkie rzeczy pierwszej potrzeby). Jetlag robi jednak różne dziwne rzeczy z ludźmi 😉

 


URLOP W USA

Chwile przed całą naszą podróżą okazało się, że poniedziałek po naszym przylocie jest również dniem wolnym, w Stanach obchodzi się wtedy Labor Day, czyli Święto Pracy. Dla nas był to po prostu kolejny wolny dzień, jednak osoby zatrudnione w USA traktują takie dni trochę inaczej.

W USA nie ma prawa regulującego ile dni urlopu ma pracownik oraz obowiązku płacenia za dni ustawowo wolne od pracy (święta narodowe). Wszystko zależy od uzgodnień między pracownikiem, a pracodawcą.

Według statystyk najczęściej pracownik po roku pracy dostaje 10 dni wolnych, po 5 latach 14 dni, po 10 latach jest to 17 dni a po 20 – 20 dni. Oczywiście większość pracodawców płaci też za dni ustawowo wolne od pracy jednak nie jest to jego obowiązek.

Dlatego właśnie w USA każdy dzień wolny traktuje się bardzo poważnie ;). Większość osób wyjeżdża poza miasto na camping, w odwiedziny do rodzin lub znajomych czy na krótkie wakacje. Wynika to z chęci oszczędzenia jak największej ilości dni urlopowych. To dlatego przed i po takich dniach są bardzo duże korki i utrudnienia na drogach. Wtedy również ceny hoteli i lotów idą mocno w górę, a mimo to nadal ciężko znaleźć coś wolnego. Warto to wziąć pod uwagę planując swoją podróż do USA.

Porównanie cen podróży z San Francisco do Nowego Jorku i z powrotem na taką samą ilość dni, jednak w różnych terminach. w tym roku Święto Dziękczynienia wypada 24 listopada:

Źródło: https://www.skyscanner.pl
Źródło: https://www.skyscanner.pl
Źródło: https://www.skyscanner.pl
Źródło: https://www.skyscanner.pl

KARTA DO TELEFONU

Jedną z ważniejszych rzeczy do załatwienia pierwszego dnia było kupienie karty do telefonu. Zdecydowaliśmy się na StraightTalk (jest to produkt Walmartu, ale mają też wiele innych do wyboru), działa to podobnie jak karty prepaidowe w Polsce, jednak tutaj nie są potrzebne żadne kody, zdrapki czy wydruki. Można ustawić cykliczny przelew z banku opłacający ten numer. Jest to stała comiesięczna kwota, nie działa to tak jak u nas, że można doładowywać za 5 czy 50 złotych. Czym więc się różni od abonamentu? Nie podpisujesz długoterminowej umowy, przedłużasz ją co miesiąc opłacając odpowiednią kwotę.

Nie wychodzi to niestety najtaniej, mimo, że wybraliśmy jedną z najniższych opcji. Mój pakiet kosztuje miesięcznie $55 (nie, nie warto przeliczać na złotówki) a mam w tym 10GB internetu, nielimitowane rozmowy i smsy (ale tylko narodowe).

Wbrew pozorom, StraightTalk nie jest to operator sieci. Jest to raczej dostawca usługi. Po zakupie startera dostajemy kilka kart, każda kompatybilna z inną siecią. Poniżej zdjęcia.

 

img_2961

img_2962

img_2963

W standardzie jest to NANO SIM, jednak dodają adaptery MICRO i STANDARD. Dodają również tzw. igłę, potrzebną do wyjęcia karty z telefonów różnych marek.

Kartę aktywuje się przez internet, wszystko trwa zaledwie kilka minut. Telefon i internet działa praktycznie od razu mimo, że rezerwują sobie na to kilka godzin.

Jest to fajna opcja dla osób które przyjeżdżają tutaj na wakacje i chcą mieć po prostu internet i telefon. Takiej umowy nie trzeba później przedłużać.


SAN FRANCISCO

W pierwszy weekend konieczne było „przywitanie się” z San Francisco. Trafiliśmy na dość wietrzny i zimny dzień (było na tyle chłodno, że poszłam kupić czapkę do sklepu), ale w końcu SF to Wietrzne Miasto. Mimo takiej pogody, odwiedziliśmy te najbardziej znane miejsca: Golden Gate Bridge, Pier 39, Lombard Street i nasz ulubiony Dolores Park. W tym dniu byliśmy 100% turystami  😉

 

img_0017
Golden Gate Bridge; San Francisco, CA

 

img_0043
San Francisco, CA
img_0032
San Francisco, CA
img_0054
Widok z Treasure Island; San Francisco, CA
img_0024
Golden Gate Bridge; San Francisco, CA
Dolores Park; San Francisco, CA
Dolores Park; San Francisco, CA

Do pobrania: San Francisco


I na koniec najważniejsze…W pierwszych dniach pobytu w USA musieliśmy zaopatrzyć się w najpilniejsze produkty spożywcze. Po pierwszym weekendzie nasza lodówka prezentowała się tak (oczywiście Cola Zero jest moja):

img_7117

…i niestety do dzisiaj wygląda podobnie 😉

#3 Przeprowadzka cz.2

WYNAJĘCIE SAMOCHODU

Transport publiczny w USA nie jest na najgorszym poziomie, ale dotyczy to tylko większych miast. W San Francisco są na przykład te popularne „cable cars” czyli tramwaje linowe, które wchodzą w skład całego transportu publicznego SF zwanego MUNI (tramwaje, tramwaje linowe, trolejbusy, autobusy). Problem pojawia się gdy chcemy się przemieszać między miastami.

Poniżej porównanie tej samej trasy przebytej samochodem i transportem publicznym:

Samochód; Źródło: https://www.google.pl/maps
Transport publiczny
Transport publiczny; Źródło: https://www.google.pl/maps

W zatoce są dwie główne kolejki: Caltrain (California Train) i BART (Bay Area Rapid Transit), a także kilka mniejszych:

Źródło: http://dylansfo.com/sites/default/files/uploads/user840241_pic65740_1291825548.jpg
Źródło: http://dylansfo.com/sites/default/files/uploads/user840241_pic65740_1291825548.jpg

Jeżdżą dość często i bez opóźnień więc są wygodną alternatywą dla tych którzy nie mają samochodu lub po prostu nie czują się pewnie na amerykańskich drogach. Jednak dojazd do samych stacji jest już bardziej utrudniony. Transport publiczny w tych mniejszych miejscowościach jest gorzej zorganizowany. Mimo, że na mapie może się wydawać, że wszystko jest blisko siebie, to jednak odległości są spore. Dlatego poruszanie się i zwiedzanie USA jest praktycznie niemożliwe bez samochodu.

My zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu już na lotnisku. Wybraliśmy firmę National Car Rental, ponieważ mój narzeczony należy do ich programu lojalnościowego, który nazywa się Emerald Club. Nie chcę tutaj robić darmowej reklamy, na pewno jest mnóstwo firm, które oferują podobne pakiety. My jednak już wielokrotnie mieliśmy samochód z tej firmy, dzięki czemu nazbieraliśmy sporo punktów lojalnościowych. Takie punkty można później wymienić na darmowe dni wynajmu samochodu lub inne przywileje i nagrody. Co więcej, przynależność do Emerald Club daje bezpłatną opcję dopisania kolejnego kierowcy (czyli mnie 🙂 ), a także rezerwacja samochodu jest dużo szybsza i prostsza. No i jeszcze jeden, kolejny, bardzo ważny, MĘSKI powód. Emerald Club oferuje korzystanie z tzw. Emerald Aisle.

Emerald Aisle to alejka w której stoi kilkadziesiąt samochodów z pośród których możesz sobie wybrać ten który Cie interesuje. Pierwszy, najniższy poziom alejki to „Emerald Aisle”, kolejny to „Executive Area” i najwyższy „Premier Selection”. Z tej alejki o najniższym poziomie można wybierać od razu po dołączeniu do programu lojalnościowego. Aby „wskoczyć” na kolejny poziom trzeba spełnić jeden z warunków: 12 wypożyczeń w roku lub wypożyczenie samochodu przez w sumie przynajmniej 40 dni w roku. Kolejny, ostatni poziom jest dodatkowo płatny lub w naprawdę wyjątkowych sytuacjach, jeśli jesteś bardzo dobrym (tzn. częstym 🙂 ) klientem, możesz zostać do niego zaproszony.

My wybieraliśmy z tej środkowej. Co mogliśmy tam znaleźć? Był np. Ford Mustang, Ford Taurus, Dodge Charger, Dodge Challenger, Ford Fusion, Buick czy Lincoln. My zdecydowaliśmy się na Chevroleta Impala ze względu na ilość naszych walizek :). Jak widać, można dorwać typowo amerykańskie samochody, których nie dostaniemy tak łatwo w Europie. Co więcej, jeśli obłożenie jest tak duże, że zaczyna brakować samochodów w Twojej alejce, National uzupełnia ją samochodami z tej najwyższej alejki. Przy odrobinie szczęścia za te same pieniądze możesz dostać BMW czy Infiniti.

Kluczyki są w środku, wystarczy się zapakować, przejechać przez bramki i gotowe – samochód jest Twój. Fajnym przeżyciem jest wybieranie samochodu na miejscu jak do każdego można sobie wsiąść, dotknąć, sprawdzić wielkość bagażnika i wygodę siedzeń. To jest trochę jak dostawanie prezentów na Święta, nigdy nie wiesz z czego będziesz wybierać i na co trafisz.

Sporym plusem jest również to, że w dowolnym momencie można wymienić samochód na inny. Teraz, jak nie wozimy już bagaży, moglibyśmy pojechać i po prostu wziąć dowolny, inny samochód z tej alejki. A później kolejny i kolejny. Do znudzenia :). To jest też opcja dostępna tylko jeśli należy się do programu lojalnościowego.

img_7056

img_7057

img_7059

do pobrania: National


HOTEL

Tak jak wspomniałam w #Przeprowadzka cz.1, nawet celnik na granicy śmiał się z nas, że będziemy tyle czasu mieszkać w hotelu. Dlaczego zdecydowaliśmy się na taką opcję?

Jeszcze w Polsce spędziliśmy sporo godzin szukając mieszkania poprzez różne strony internetowe. Na naszą niekorzyść, wynajmuje się tutaj nieumeblowane apartamenty (jest łazienka i kuchnia). Nie ma również internetu, telewizji itd. Wszystko trzeba załatwić we własnym zakresie.

Bardzo często meble się…wynajmuje. Są firmy, które mogą dostarczyć całe wyposażenie mieszkania. Możesz wypożyczyć pojedynczy mebel, wyposażenie konkretnego pokoju lub wyposażenie całego mieszkania. Jest opcja wynajęcia podstawowych mebli takich jak łóżko, kanapa, stół, ale również możesz dostać ręczniki, kubki, sztućce czy obrazy. Opcja ta jest dość droga, jednak jeśli ktoś jest tutaj na kilka miesięcy lub po prostu dostał budżet od swojej firmy, nie opłaca się kupować mebli i całego wyposażenia, ponieważ powoduje to dodatkowe problemy przy wyjeździe z USA.

Przykład z jednej ze stron oferujących wynajem mebli:

rental
źródło: https://philadelphia.cort.com/storefront/
źródło: https://philadelphia.cort.com/storefront/
źródło: https://philadelphia.cort.com/storefront/
źródło: https://philadelphia.cort.com/storefront/
źródło: https://philadelphia.cort.com/storefront/

Zdecydowaliśmy się więc na zamieszkanie w hotelu na pierwsze dwa miesiące pobytu w Stanach, ponieważ chcieliśmy uniknąć dodatkowego stresu z szukaniem firmy wynajmującej meble, podłączającej internet czy kablówkę.

Wybraliśmy hotel, jednak nie jest to zwykły, hotelowy, mały pokój. Wygląda jak mieszkanie. Mamy łazienkę, w pełni wyposażoną kuchnię, sypialnię i salon. Miejsca tego typu są tutaj bardzo popularne, nazywane są „extended stay” czyli „przedłużony pobyt”. Dodatkowo masz zapewnione śniadanie, sprzątanie, jest basen czy siłownia. Mogłoby się wydawać, że jest to idealne rozwiązanie nawet na dużo dłuższy okres niż nasz, jednak pewnie po jakimś czasie poczujemy potrzebę posiadania własnego kąta.

 

img_7074

img_7075

img_7068

img_7099

CDN

 

 

#2 Przeprowadzka cz.1

DLACZEGO JESTEM W USA?

Na początek krótkie wyjaśnienie dlaczego w ogóle jestem w tych Stanach, w których tak ciężko jest Polakom zamieszkać 🙂

Mój narzeczony, też Polak, dostał tutaj pracę. Ma wizę L1. Ja obecnie mam wizę turystyczną więc na razie go odwiedzam, jednak niedługo narzeczony zmieni się w męża i wtedy prawdopodobnie dostanę wizę L2:). Brzmi to mało romantycznie, jednak spieszę z wyjaśnieniem, że nie jest to małżeństwo z miłości do USA, ale całe szczęście z miłości do siebie – plany ślubu i wspólnego życia pojawiły się na długo przed wyjazdem.

Najważniejsza różnica między wizą turystyczną, a wizą L2 jest taka, że ta druga daje mi prawo do pracy i pobytu tutaj. Minus tej wizy jest taki, że jest ona ważna tylko wówczas, gdy ważna jest również wiza L1 małżonka.


PRZYGOTOWANIA

O możliwości wyjazdu wiedzieliśmy na mniej więcej miesiąc przed planowanym terminem rozpoczęcia pracy tutaj w USA. Wcześniej mieszkaliśmy w Warszawie, mieliśmy wynajęte mieszkanie, podpisane długoterminowe umowy na telewizję, internet, karnety na siłownie…podsumowując – same problemy ;). Na podjęcie decyzji mieliśmy tak naprawdę 2-3 dni. Wątpliwości mieliśmy mnóstwo, jednak tutaj chyba każdy się z nami zgodzi, że głupotą byłoby nie zaryzykować. A więc stało się….WYPROWADZAMY SIĘ DO STANÓW!

Sierpień br. był dla nas bardzo ciężki. Musieliśmy spakować swoje życie w Polsce i stamtąd pozałatwiać część spraw już tutaj w USA (rezerwacja samochodu, wynajęcie hotelu jak najbliżej pracy, rezerwacja lotów itd.). Ale z ogromną pomocą rodziny i przyjaciół daliśmy radę :). Postanowiliśmy, że na razie nie bierzemy wszystkich naszych rzeczy do USA, a zabieramy jedynie te najpotrzebniejsze (w sumie wyszły 4 walizki po 23kg każda). Resztę rzeczy wyślemy do siebie jak będziemy mieć tutaj mieszkanie i nasza sytuacja trochę się unormuje.

img_2928


LOT

Lot mieliśmy zarezerwowany na piątek 02 września br.

1

do pobrania: start z Warszawy

Kupiliśmy też od razu lot powrotny na Święta na grudzień br.

WAŻNE#1: Rzadko kiedy opłaca się kupować bilet tylko w jedną stronę. Dużo korzystniej wychodzi bilet w obie strony. Warto to wziąć pod uwagę kupując bilety lotnicze nie tylko do USA, ale w dowolne miejsce.

WAŻNE#2: Planując podróż do USA (nie tylko do Kalifornii) warto szukać takich lotów, które NIE MAJĄ przesiadki w USA. Dlaczego? Ponieważ to na tym lotnisku muszą Cię wpuścić do Stanów tzn. musisz odebrać swój bagaż i ponownie go nadać (nie wyślą go dalej ponieważ nie mają pewności, że zostałeś/aś wpuszczona do USA), na tym lotnisku sprawdzają Twoją wizę i decydują o wpuszczeniu do Stanów (zazwyczaj są bardzo długie kolejki, jeśli masz krótki czas na przesiadkę powoduje to niepotrzebnie dodatkowy stres). Oczywiście jest to do zrobienia, ale jeśli będzie alternatywa w podobnej cenie bez przesiadki w USA, to polecam wybrać tę opcję z przesiadką w Europie.

Osobiście raz miałam przesiadkę w Los Angeles. Po pierwsze, doleciałam tam Airbusem a380, największym samolotem pasażerskim. Nie chodzi mi tutaj o chwalenie się, wręcz przeciwnie. Z tego samolotu ‚wypadło’ z 500 osób, wszystkie ustawiły się w kolejce z wizą. Później musiałam przejść z walizką z terminala międzynarodowego na terminal krajowy (leciałam do Sacramento), a to również zajęło mi około godziny. Także naprawdę polecam omijać szerokim łukiem przesiadki w USA :).

 

Nam udało się znaleźć lot z jedną przesiadką i trwający około 14-15 godzin. Jest to niestety najlepsza wersja jaka jest obecnie dostępna z Polski do Kalifornii.

Zanim samolot wyląduje w Stanach, personel pokładowy rozdaje formularz wjazdowy (jest on również dostępny na lotnisku). Trzeba go wypełnić i wręczyć razem z wizą do sprawdzenia. Wpisuje się tam swoje dane, w jakim celu przyjeżdża się do Stanów, czy wwozi się więcej gotówki niż 10,000$ itd. W dowolną wyszukiwarkę należy wpisać „Custom declaration” i można zobaczyć jak taki druczek wygląda.

img_2941

img_7018
Warszawa – Frankfurt
img_7004
Frankfurt – San Francisco

img_7017

 


CZY WPUSZCZĄ MNIE DO USA?

Za każdym razem jak stałam w kolejce czekając z wizą w ręku na wpuszczenie do USA, dopadał mnie stres. Niepotrzebnie. Cała rozmowa trwa kilka minut, absolutnie nie wygląda to jak przesłuchanie (nie, nie świecą lampą prosto w twarz:) ), raczej jak luźna pogawędka. Pytają po co jest się w USA, gdzie się będzie mieszkać, do kiedy jest planowany pobyt. Zbierają również odciski i robią zdjęcie. Potrafią nawet czasami zażartować (mnie pytali czy mieszkam tak długo w hotelu bo nie chce mi się sprzątać). Następnie stawiają w paszporcie ten wyczekiwany stempelek do kiedy możemy być w USA…i już.

Tak oto znaleźliśmy się w Stanach, rozpoczynając nowy etap w naszym życiu.

img_2943-1

WAŻNE#3: Po wpisaniu w wyszukiwarkę „I94” pierwsza strona powinna być stroną rządową „I94 – Homeland Security”. Na tej stronie można sprawdzić historię swoich wjazdów i wyjazdów z USA, a także do kiedy możemy przebywać na terenie Stanów.

CDN.

 

 

 

 

 

 

 

#1 Mój pierwszy post na blogu!

Stało się! Zaczynam pisać swojego bloga. Ten będzie o moim życiu tutaj w Stanach. Obecnie mieszkam w Kalifornii, w okolicach San Francisco. „Mieszkam” to dość poważne słowo biorąc pod uwagę fakt, że jestem tutaj od jakiś 3-4 dni :). Ale taki jest plan na przyszłość. Nie wiem czy na stałe, czy na kilka albo kilkadziesiąt lat jednak na pewno na dłużej.

Dlaczego jestem w Stanach? Cóż… serce nie sługa 😉

Zapraszam do czytania.