#17 Nasze (prawie) własne mieszkanie

Od początku szukaliśmy mieszkania dwupokojowego. Więcej nie potrzebujemy, gości nocujących u nas pewnie nie będziemy mieć za często, a oczywiście im mniej pokoi, tym niższa cena. W USA ilość pokoi określa się poprzez liczbę sypialni. W naszym przypadku szukaliśmy 1-bedroom.

Tak się jednak złożyło, że z 1-bedroom zrobiło nam się 2-bedroom, ponieważ trafiliśmy na promocję. Cena była niższa o kilkaset dolarów. Dlaczego? Nie mamy pojęcia 🙂 .

Momentami aż głupio mi o tym pisać, zdaję sobie sprawę jak to brzmi, ale nasz mieszkanie ma 3 piętra… Na parterze mamy salon, łazienkę dla gości, kuchnie i kanciapę na pralnie/suszarnie (W USA korzysta się z suszarek do prania, nie rozwiesza się go). Na piętrze znajdują się dwie sypialnie i łazienka, a na drugim piętrze taras. Zajmujemy ostatnie piętra w budynku, nie mamy już nikogo nad nami, można więc powiedzieć, że mamy swój mały rooftop 🙂 .

Nie mamy jeszcze internetu, więc sporo korzystamy ze wspólnych przestrzeni na osiedlu (wszyscy sąsiedzi mają hasła do wifi, sprawdziłam 😛 ). Przesiadujemy głównie we wspólnym saloniku dla mieszkańców. Tam również korzystamy z telewizji, bo tego też jeszcze nie mamy (i w ogóle nie wiemy czy chcemy mieć). Można się tam zawinąć w kocyk na kanapie, zrobić sobie herbatę i popracować albo poodpoczywać – idealnie.

Zalety mieszkania? Znajduję się ono od południa więc jest bardzo słoneczne. Sam rozkład mieszkania jest też dla nas sporą atrakcją, no i oczywiście taras. Teraz z niego nie korzystamy, ponieważ nie jest najcieplej („jedynie” około 15 stopni 😛 ), jednak w lato będzie to nasze ulubione miejsce.

Wady? SCHODY! Jakie to potrafi być męczące! Czasami nawet jak na górze dzwoni telefon, łapię się na tym, że zastanawiam się „A może to nic ważnego…”.

Sąsiadów jeszcze nie poznaliśmy, ale słyszeliśmy. Od około 7 rano lecą bajki w telewizji. Czasami też z parą z mieszkania na przeciwko mamy synchroniczne żegnanie mężów/narzeczonych do pracy 🙂 .

Jeśli chodzi o wyposażenie mieszkania, to na razie meble wynajmujemy, ponieważ firma K. pomaga nam w tym finansowo. Skorzystaliśmy z usług firmy CORT, o której wspominałam w jednym z pierwszych postów. Wszystko załatwiliśmy przez internet. Meble, sprzęty kuchenne, naczynia wybraliśmy na ich stronie. Oczywiście można również pojechać do ich magazynu i wszystko wybrać na miejscu. Meble przywieźli nam już po dwóch dniach.

To co mnie pozytywnie zaskoczyło, to to, że wszystko przebiegło bardzo profesjonalnie. Zanim zaczęli wnosić meble, to zabezpieczyli podłogi przed zniszczeniami i zabrudzeniami. Byli wyposażeni w wózki czy podnośniki, wszystkie wnoszone elementy były poowijane w folie. Ja kompletnie nic nie musiałam robić, nie musiałam trzymać drzwi czy rozpakowywać wniesionych mebli. Wszystko ustawili sami, poskręcali, podłączyli do prądu, ułożyli ręczniki czy nawet posłali łóżko. Czułam się głupio, że robią wszystko za mnie i co chwile pytałam czy mogę jakoś pomóc, ale tylko mnie przeganiali 😛 .

Jako mieszkańcy tego osiedla mamy również dostęp do wspólnej strony internetowej. Służy ona nie tylko do opłacania wynajmu, ale również do integracji z innymi mieszkańcami. Można stworzyć tam swój profil, napisać o swoim hobby, a także zaznaczyć np. czy jest się zainteresowanym wspólnymi dojazdami do pracy, wspólnym gotowaniem, wychodzeniem na kolacje czy chodzeniem na zajęcia jogi.

Tak jak pisałam wcześniej, na razie podpisaliśmy umowę na jeden rok. Mamy jednak nadzieję zostać tutaj na dłużej 🙂 .

#16 Załatwiamy mieszkanie!

Po długich trzech miesiącach pomieszkiwania w hotelach, w końcu mamy mieszkanie.

Szukaliśmy go głównie we Fremont i okolicach ze względu na pracę K., ale było tam ich dość mało do wyboru, o niskim standardzie i wysokich cenach. Proponowali nam na przykład mieszkanie remontowane 20 lat temu za około 3 tysiące dolarów z karaluchami w gratisie (to wyczytaliśmy w internecie).

Przed przeprowadzką do mieszkania, mieszkaliśmy w hotelu w San Jose. Kojarzyliśmy, że na przeciwko znajduję się ładny apartamentowiec, jednak nigdy się nie zebraliśmy, żeby mu się dokładniej przyjrzeć. Dopiero jak przeglądałam mieszkania w internecie i wybrałam to, które szczególnie mi się spodobało, okazało się, że znajduje się na tym właśnie osiedlu.

W USA wynajmuje się mieszkania głównie poprzez leasing office (biuro wynajmu). Nie działa to tak jak w Polsce, że prywatne osoby kupują poszczególne mieszkania i wynajmują je na swoich zasadach. Tutaj całym osiedlem zarządza jedna firma. Wszystkie mieszkania wykończone są w tym samym standardzie, wynajmowane są bez mebli (oczywiście nie dotyczy to kuchni i łazienki). Jeśli chodzi o cenę, to zależy ona oczywiście od metrażu, ale również od strony na którą wychodzą okna, jaki jest widok z balkonu lub tarasu, czy znajduję się od ulicy czy od strony parku itd. Jeśli jednak mieszkania są identyczne, to ceny również będą takie same.

Co ciekawe, mieszkania są najtańsze właśnie teraz, w okolicy listopada i grudnia. To mieszkanie, które my wybraliśmy, w wakacje będzie prawdopodobnie droższe o około 400-500 dolarów. Dlatego najbardziej opłacało nam się wybrać taki okres wynajmu, który kończy się w tym okresie jesienno-zimowym, a nie letnim (Na razie mamy umowę na rok). Dzięki temu nie wpadniemy w ten pechowy okres najwyższych cen.

Na stronie takich apartamentowców jak nasz można zobaczyć plany wszystkich dostępnych mieszkań. Jest tam również podana cena, od kiedy mieszkanie jest dostępne, co znajduje się na wyposażeniu, jakie sklepy czy szkoły znajdują się w pobliżu itp. Jeśli któreś szczególnie przypadnie nam do gustu, można zarezerwować spotkanie z przedstawicielem leasing office przez internet.

My trafiliśmy na przemiłą Lalitę, która, jak się okazało, ma słowiańskie korzenie. Mogliśmy więc sobie porozmawiać o pierogach i plackach ziemniaczanych. Ale niestety tylko po angielsku 🙂 .

Lalita pokazała nam najpierw tzw. mieszkanie pokazowe. Było to jedno z większych mieszkań dostępnych na tym osiedlu, urządzone zapewne przez dekoratora wnętrz. Zrobiło na nas naprawdę spore wrażenie (powiedziała, że oczywiście wie, że szukamy czegoś mniejszego, ale takie mieszkanie jest również dostępne, więc gdybyśmy chcieli… 🙂 ). Następnie pokazała nam to, którym konkretnie byliśmy zainteresowani, a także całe osiedle. Mieszkańcy mogą korzystać z siłowni, basenu, grilla, patio, a także wspólnego saloniku, który można również rezerwować na większe imprezy ze znajomymi. W tych wspólnych przestrzeniach dostępne jest wifi.

Mieszkanie ostatecznie rezerwuje się przez internet. Trzeba wypełnić podanie w którym podaje się kto będzie w nim mieszkał, gdzie się pracuje i ile się zarabia (trzeba dostarczyć jakikolwiek dokument potwierdzający te informacje), czy potrzebne jest miejsce parkingowe i ile (płatne), czy potrzebuje się dodatkowej przechowalni (płatne), czy w mieszkaniu będą zwierzęta (płatne), czy byliśmy karani, czy kiedykolwiek ktoś nam wymówił umowę najmu itd. Za takie podanie trzeba niestety zapłacić, ceny są różne, u nas było to około $60/os. Następnie jest ono przesyłane do przedstawiciela leasing office, który po kilku dniach poinformuje nas czy nasze podania zostały rozpatrzone pozytywnie i czy możemy wynająć mieszkanie. Tak, tutaj to wynajmujący musi się starać o mieszkanie, nie odwrotnie 🙂 .

Po pokonaniu tych formalności, pojawiają się kolejne. Samemu trzeba wykupić ubezpieczenie mieszkania, utworzyć konto do opłat w elektrowni, opłacić pierwszy czynsz i kaucję. Wszystko trzeba zrobić przed wprowadzeniem się do mieszkania.

Podczas odbioru lokalu, Lalita pokazała nam nasze miejsce parkingowe, skrzynkę pocztową i oczywiście mieszkanie. Zostały spisane wszystkie obtarcia, zadrapania, zniszczenia, tak, abyśmy my nie byli w przyszłości za nie obciążeni.

Przypadły mi do gustu szczególnie dwa rozwiązania zastosowane na naszym osiedlu. Jeśli chodzi o pocztę, to poza zwykłymi skrzynkami na listy, znajdują się tam również inne skrytki (podobne do paczkomatów) razem z pasującymi do nich kluczykami. Jeśli kurier nie zastanie lokatora, może mu zostawić przesyłkę w leasing office albo właśnie w jednym z tych boksów, a klucz od niej wrzucić do skrzynki pocztowej.

Drugie rozwiązanie dotyczy wejścia na klatkę. W mieszkaniu nie ma domofonu, po wybraniu numeru mieszkania zadzwoni nasz prywatny telefon. Po wciśnięciu odpowiedniego numeru, otwieramy drzwi. Nie musimy być oczywiście w mieszkaniu, równie dobrze możemy to zrobić z pracy lub sklepu. Minus? Zaprogramowany jest tylko jeden numer telefonu.

cdn

 

 

 

 

#15 Road trip: San Diego i Los Angeles

W tym roku Święto Dziękczynienia wypadało 24 listopada. Zawsze jest to czwarty czwartek tego miesiąca. K. dostał w pracy wolny cały tydzień (21-27.11.2016) więc postanowiliśmy to wykorzystać i pozwiedzać.

Loty, zarówno te krajowe jak i międzynarodowe, są w tym okresie ekstremalnie drogie, postawiliśmy więc na zwiedzanie lokalne. Zwłaszcza, że nie chcieliśmy jechać na cały tydzień, a jedynie na kilka dni, tak aby mieć jeszcze czas na San Francisco i okolice.

Na początku chcieliśmy pojechać do Arizony, aby zobaczyć Wielki Kanion. Jest to bardzo daleko od nas (ponad 10 godzin), po drodze nie ma za bardzo żadnych ciekawszych miejsc, Las Vegas jest dopiero 2 godziny przed Wielkim Kanionem. Co więcej, nie byliśmy pewni pogody, amplituda wysokości jest na tyle duża, że różnice temperatur też są spore. Wieczorami i w nocy można się spodziewać ujemnych temperatur, a my tutaj nie mamy nawet ciepłych butów 🙂 .

Padło więc na to co najlepsze w stanie Kalifornia (zaraz po San Francisco oczywiście 🙂 ) – San Diego i Los Angeles. W obu tych miejscach miałam okazję być wcześniej, ale spędziłam w nich dosłownie szybkie 24 godziny. Tym razem też nie mieliśmy dużo czasu, ale zdecydowanie więcej niż poprzednim razem :).

Źródło: https://www.google.pl/maps
Źródło: https://www.google.pl/maps

SAN DIEGO

San Diego, Źródło: http://www.eaglerider.com/sandiego
San Diego, Źródło: http://www.eaglerider.com/sandiego
San Diego, Źródło: http://www.visitcalifornia.com/region/discover-san-diego-county
San Diego, Źródło: http://www.visitcalifornia.com/region/discover-san-diego-county
San Diego
San Diego
San Diego
San Diego
San Diego
San Diego
San Diego
San Diego

Do San Diego wyruszyliśmy wcześnie rano w sobotę. Plan był taki, aby zmieniać się jako kierowcy, ale ponieważ trafił nam się teraz nie najgorszy samochód z wypożyczalni, to K. nie był zbyt chętny do zamiany 🙂 (streszczenie: przez pomyłkę ściągnęli nam z karty kredytowej za dużą kwotę za wypożyczenie samochodu, w przeprosinach pozwolili wybrać nam samochód o wyższej klasie).

Hotel Z
Hotel
Hotel Z
Hotel

Zdecydowaliśmy się spędzić w San Diego sobotę i niedzielę. Wybraliśmy hotel w miarę przestępnej cenie (San Diego niestety jest drogie), ale za to w ładnej i popularnej dzielnicy – Gaslamp Quarter.

img_2038

mapa2
Źródło: https://www.google.pl/maps

Chcieliśmy te krótkie wakacje spędzić spokojnie, więc absolutnie nie zrywaliśmy się o 6 rano z łóżka, żeby zwiedzać.

W sobotę zwiedzaliśmy dzielnicę La Jolla. Jest to dość bogata część miasta, ale za to bardzo klimatyczna. Jest tam wiele sklepów i restauracji oraz widok na ocean. Są też foki! Dla mnie to było fajne doświadczenie zobaczyć je na żywo (nie jestem fanką zoo więc rzadko widzę takie zwierzęta). Dzielnica z pewnością warta odwiedzenia 🙂 .

img_1899
La Jolla
img_1897
La Jolla
img_1896
La Jolla
img_1893
La Jolla
img_1895
La Jolla

Pojechaliśmy również do Torrey Pines. Jest to zagłębie paralotniarzy. Widoki są przepiękne.

Na ostatnie urodziny kupiłam K. skok na spadochronie. Okazało się, że zabrał mnie w to miejsce, ponieważ chciał mi się „odwdzięczyć” za ostatnią niespodziankę. Pertraktacje trwały długo, ale nie udało mu się mnie namówić 🙂 .

Torrey Pines
Torrey Pines
Torrey Pines
Torrey Pines
Torrey Pines
Torrey Pines
Torrey Pines
Torrey Pines

Niedzielę spędziliśmy w Coronado, niestety przy nie najlepszej pogodzie. Mieliśmy naprawdę sporego pecha, ponieważ San Diego i jego okolice znane są ze słonecznej pogody.

Jest to miasto w hrabstwie San Diego znajdujące się na pobliskiej wyspie. Jej połowa zajęta jest przez US Navy, jeśli spojrzy się na mapę, widać szare pole. To właśnie jest teren wojskowy. Druga część wyspy jest za to bardzo urokliwa. Mieszkańców jest około 25 tysięcy. Znajduje się tam pełno typowo amerykańskich domów o wyższej klasie. Są też oczywiście restauracje i sklepy. Tam właśnie znajduje się jedna z naszych ulubionych meksykańskich restauracji: Miguel’s Cocina.

Miguel's Cocina
Miguel’s Cocina
Miguel's Cocina
Miguel’s Cocina

Doszliśmy do wniosku, że wyspa będzie idealnym miejscem na naszą spokojną starość 🙂 . Przy odpowiednio wysokiej emeryturze…

Coronado, Źródło: http://www.homebunch.com/coronado-insland-beach-house-with-coastal-interiors/
Coronado, Źródło: http://www.homebunch.com/coronado-insland-beach-house-with-coastal-interiors/
Coronado, Źródło: http://www.zillow.com/coronado-ca/luxury-homes/
Coronado, Źródło: http://www.zillow.com/coronado-ca/luxury-homes/
Coronado, Źródło: http://www.thecoronadorealestateteam.com/coronado-island-real-estate/
Coronado, Źródło: http://www.thecoronadorealestateteam.com/coronado-island-real-estate/
Coronado, Źródło: http://www.flagship.net/coronado-homes-for-sale/1520-10th-st/
Coronado, Źródło: http://www.flagship.net/coronado-homes-for-sale/1520-10th-st/
Coronado
Coronado
Coronado
Coronado
Coronado
Coronado

LOS ANGELES

W Los Angeles zatrzymaliśmy się w hotelu Marriott w dzielnicy Beverly Hills. Wybraliśmy go, ponieważ dzięki temu, że mieszkaliśmy tak długo w hotelu (nadal mieszkamy 😛 ) to nazbieraliśmy trochę punktów. Hotel był więc… za darmo/za punkty.

W poniedziałek zaczęliśmy dzień od Santa Monica Pier. Jest to chyba jeden z bardziej znanych punktów w LA. Właśnie tam kończy się Route 66. Znajduję się tam również Pacific Park – park rozrywki z diabelskim młynem znanym z wielu pocztówek czy zdjęć. Niestety nie skorzystałam, jakoś nie potrafiłam zaufać rollercoasterom i innym rozrywkom znajdującym się na molo 🙂 .

Santa Monica Pier
Santa Monica Pier
Santa Monica Pier
Santa Monica Pier
Santa Monica Pier
Santa Monica Pier
Santa Monica Pier
Santa Monica Pier
img_2192
Santa Monica Pier
img_2259
Santa Monica
img_2261
Santa Monica
img_2281
Santa Monica
img_2277
Santa Monica
img_2193
Santa Monica

img_2283

Później pojechaliśmy zobaczyć Kanały Weneckie w Los Angeles 🙂 . Jest to niewielki mieszkalny obszar poprzecinany kilkoma kanałami. Brzegi połączone są ze sobą mostkami, tworzy to więc naprawdę klimatyczne miejsce. Domy znajdujące się przy tych kanałach też są niczego sobie, a że Amerykanie nagminnie nie zasłaniają okien…

Kanały Wenecki w LA
Kanały Wenecki w LA, Źródło: https://www.google.com/maps/

img_2294

img_2290

Venice Canals, Źródło: http://www.hillhaus.com/index.php/photography/california/los-angeles/
Venice Canals, Źródło: http://www.hillhaus.com/index.php/photography/california/los-angeles/

Na koniec dnia wybraliśmy się na koreańskie barbecue. Restauracja znajduje się w koreańskiej dzielnicy. Nasze miejsce to Eight Korean BBQ. Na czym polega jego wyjątkowość? Na środku stołu znajdują się palniki, na których robione jest jedzenie. Kuchnia koreańska to głównie mięsa przyrządzone na różne sposoby. Dodatkowo dostaje się zupę z owoców morza, sałatki i dodatki, które nie do końca potrafiliśmy zidentyfikować. Była to moja druga wizyta w tym miejscu, ale co najlepsze, za pierwszym razem poparzyłam sobie język tak bardzo, że nie czułam żadnych smaków, można więc uznać, że byłam tam pierwszy raz 🙂 .

img_2305

img_2317

img_2301

img_2303

Wtorek to był dzień z „celebrities”. Wybraliśmy się na spacer po Hollywood Boulevard, czyli między innymi po sławnej Alei Gwiazd. Zobaczyliśmy również Dolby Theatre, jest to miejsce gdzie od 2002 roku odbywa się gala rozdania Oscarów.

img_2329

img_2330

img_2382

Tego dnia zafundowaliśmy sobie dodatkowo wycieczkę po Hollywood i okolicach. Kosztuje ona około 30-40 dolarów od osoby i trwa około 2 godzin. Nasz przewodnik pokazał nam m.in. dom Katy Perry, Bruno Marsa, Beyonce i Jay-z, Christiny Aguilery, sławną willę Hugh Hefnera, dom w którym Michael Jackson przygotowywał się do swojej ostatniej trasy koncertowej (jest do również dom w którym zmarł), willę, która należała kiedyś do Elvisa Presleya, dom Jackie Chana, budynek i sklep z filmu „Pretty Woman”, posiadłość, w której zespół Red Hot Chili Peppers nagrał swoją ostatnią płytę, kościół, który pojawia się w filmie „Zakonnica w przebraniu” z Whoopi Goldberg i sporo innych ciekawych miejsc. Zobaczyliśmy również z daleka osiedle, na którym sporo gwiazd ma swoje domy (np. Miley Cyrus), jednak trzeba być jego mieszkańcem, aby tam wjechać. Widzieliśmy też kilka miejsc z ładnymi widokami na LA. Wycieczkę zaliczam do udanych. Przewodnik opowiada sporo ciekawostek, m.in. ceny wspomnianych domów, ich historię, do kogo wcześniej należały, pokazuje również znane hotele czy ulubione restauracje i sklepy gwiazd.

img_2285

img_2351

img_2343

img_2390

img_2359
Willa Jackie Chana
img_2369
Willa Beyonce i Jay-z. A raczej brama do ich willi 🙂
img_2380
Z tego sklepu wyrzucili Julie Roberts w filmie „Pretty Woman”
Willa Christiny Aguilery
Willa Christiny Aguilery

img_2335

img_2336

img_2339

img_2341

Dzień zakończyliśmy w Griffin Observatory. Jest to obserwatorium astronomiczne, z którego jest idealny widok na całe Los Angeles. Świetne miejsce do podziwiania zachodu słońca 🙂 .

img_2404

img_2396

img_2394

img_2401

Ostatni dzień spędziliśmy w Universal Studios. Jest to światowej sławy park rozrywki, w którym można znaleźć nawiązania tematyczne do takich produkcji jak: Harry Potter, The Walking Dead, Minionki, Simpsonowie, Shrek, Transformersi, Mumia czy Jurassic Park. Park jest podzielony według wspomnianych tytułów. Każda z tych „sekcji” ma przynajmniej jedną atrakcję nawiązującą do filmu lub bajki, znajdziemy tam również sklepy z gadżetami, restauracje czy osoby przebrane za postacie.

img_2443

img_2519

img_2422

Na Universal Studios spokojnie można zarezerwować sobie cały dzień. Nam najbardziej spodobał się Harry Potter, zapewne dlatego, że jesteśmy jego fanami 🙂 . Twórcom parku udało się stworzyć taki klimat, który aż trudno opisać. Jest stworzona cała wioska Hogsmeade, sklep Ollivandera, Hogwart Express, wielki zamek Hogwartu czy sklep Zonka. Wszyscy pracownicy są poprzebierani w stroje uczniów Hogwartu. Można nawet wypić kremowe piwo! Są również dostępne do kupienia różdżki wszystkich bohaterów HP.

img_2437

bf1367cd-32e9-40ba-8476-445e56e23bb7

img_2436

 

img_2433

img_2432

img_2439

img_2487

Największą atrakcją jest jednak zwiedzanie wnętrza Hogwartu. Kolejki są ogromne, około 2 godzin czekania. My chcieliśmy być sprytni więc poszliśmy tam pod koniec dnia. I wtedy właśnie kolejka się zepsuła więc czekanie wydłużyło się do 3 godzin… Ale było warto! Nawet czekanie w kolejce dostarcza emocji, ponieważ ciągnie się ona przez gabinet Dumbledore’a, wieżę z ruchomymi schodami, klasę w której Gilderoy Lockhart uczył obrony przed czarną magią czy komnatę z ruszającymi się postaciami w obrazach (naprawdę mówiły i się ruszały!). Sama atrakcja to podróż w wirtualnej rzeczywistości, wrażenia niesamowite. Gra się w Quidditcha, doświadcza się wysysania duszy przed Demetorów, ucieczki przez Zakazany Las przed Aragogiem czy walki z Bijącą Wierzbą. Więcej nie zdradzam 🙂 .

61ba7565-1364-4c04-83b0-f6e163071579

img_2440

8b3b65ac-91bb-41a0-8de1-1f5043a4059d

01227a63-48e4-44ac-8ce1-833dc51e30ac

05730c58-9516-4370-add6-a21611c4fa7e

PS. Jeśli ktoś nie wie o czym mówiłam w tych dwóch akapitach to….WSTYD! Niech nawet się nie przyznaje, tylko weźmie się za czytanie wszystkich części Harrego Pottera 🙂 .

Nawet jeśli nie jest się fanem tej serii, to park dostarczy dużo rozrywki. Byliśmy również na przedstawieniu zdradzającym tajemnice efektów specjalnych w filmowym świecie, a także na wycieczce po Universal Studios. Widzieliśmy plany z takich filmów jak „Szczęki”, „Wojna Światów”, „Fast and Furious”, „Grinch: Świąt nie będzie”, serialu „Gotowe na wszystko”. Zobaczyliśmy również pojazdy z wielu światowych produkcji czy efekty specjalne imitujące trzęsienie ziemi lub powódź.

img_2522

Los Angeles jest fajnym miastem na właśnie taki kilkudniowy wypad. Oczywiście nie udało nam się zobaczyć wszystkiego, ale myślę, że nie tak dużo zostało. LA kręci się niestety trochę wokół tego hollywodzkiego świata, sporo jest tych tandetnych sklepów sprzedających figurki Oscarów czy „oryginalne” klapsy filmowe. Odwiedzając to miasto warto po prostu pamiętać, że ma ono sporo więcej do zaoferowania 🙂 .

Tak nam minęły nasze krótkie wakacje. Ja tymczasem lecę przenosić rzeczy do naszego nowego mieszkania, ale o tym wkrótce!

 

 

#14 Halloween! cz.2

Od Halloween minęło już tyle czasu, że aż wstyd o tym wspominać. Ale była cz.1, to teraz wypada napisać cz.2 :).

Była przerwa w pisaniu ponieważ w okolicy Święta Dziękczynienia zrobiliśmy sobie małe wakacje. Następne dopiero za niecały rok, więc w najbliższym czasie więcej przerw nie będzie!

Wracając do Halloween:

img_1394

img_1138

Do pobrania: Halloween1

Do pobrania: Halloween2

Obserwowanie przygotowań do tego dnia było dla mnie dużym przeżyciem. Nagle doświadcza się tego wszystkiego, co wcześniej można było zobaczyć tylko na filmach.

Od początku października Amerykanie powoli zaczynają przystrajać swoje domy. Niektórzy skromnie, dynia na ganku, ale niektórzy naprawdę mocno się w to angażują. Wielkie pająki zwisające z dachu, trup powieszony przy wejściu, sztuczne nagrobki w ogrodzie czy maszyna do wypuszczania dymu to tylko kilka z wielu pomysłów. W sklepach i w internecie można znaleźć mnóstwo akcesoriów i dekoracji.

Źródło: https://www.spirithalloween.com/home.jsp
Źródło: https://www.spirithalloween.com/home.jsp
Źródło: https://www.spirithalloween.com/home.jsp
Źródło: https://www.spirithalloween.com/home.jsp
Źródło: https://www.spirithalloween.com/home.jsp
Źródło: https://www.spirithalloween.com/home.jsp
Źródło: https://www.spirithalloween.com/home.jsp
Źródło: https://www.spirithalloween.com/home.jsp

Jak widać po cenach, niektórzy Amerykanie nie oszczędzają na robieniu „strasznego” wrażenia :).

W weekend poprzedzający Halloween wybraliśmy się na dłuższe spacery w dwa miejsca, aby obejrzeć halloweenowe dekoracje. Padło na domy w Palo Alto i te w San Francisco przy ulicy Broadway. Dlaczego te miejsca? Bo tam mieszkają najbogatsi! W Palo Alto ma swój dom Mark Zuckerberg, a przy Broadway Street znajdziemy dom Jonathana Ive’a, głównego projektanta firmy Apple. Nasz tok myślenia był prosty: tam gdzie są duże pieniądze, tam będą ładne dekoracje. I nie myliliśmy się 🙂

img_1352
Broadway Street
img_1350
Broadway Street
img_1349
Broadway Street
img_1348
Broadway Street
img_1347
Broadway Street
img_1346
Broadway Street
img_1345
Broadway Street

img_1344

img_1283
Palo Alto
img_1282
Palo Alto
img_1277
Palo Alto
img_1271
Palo Alto
img_1267
Palo Alto

img_0870

img_1033

Przystrojone są również restauracje czy sklepy. W hotelu, w którym obecnie mieszkamy, również się postarali. Wszędzie można było zauważyć dekoracje (wielkie pająki na ścianie towarzyszyły nam podczas kilku śniadań), a personel hotelowy, czy ten sprzątający, w recepcji czy w barze, chodził w halloweenowych przebraniach.

hotel
hotel
hotel
hotel
restauracja
restauracja
sklep
restauracja

A jak my świętowaliśmy Halloween?

Co najważniejsze, jeśli Halloween wypada w tygodniu, to imprezy związane z tym dniem odbędą się w weekend przed, a nie po. Jeśli 31 października wypada np. w czwartek, to różnych wydarzeń należy się spodziewać w okolicach 26-27 października. Warto o tym pamiętać, żeby nie wyskoczyć w halloweenowym przebraniu na zwykłej imprezie ;).

My w tym roku zdecydowaliśmy się na domówkę u znajomych, którzy mieszkają w San Francisco. Impreza była na około 15 osób, mieszkanie było świetnie przystrojone i było pełno halloweenowego jedzenia. Wszyscy oczywiście się przebrali. Była zakonnica, jelonek, biedronka, Nacho Libre czy postacie z Igrzysk Śmierci.

img_1196

img_1192

Po północy poszliśmy na tzw. bar crawl, czyli chodzenie po różnych barach. Można wcześniej zakupić bilet na takie „wydarzenie”, często uprawnia on do zniżek na przykład na drinki. Chodząc po mieście w Halloween można spotkać naprawdę sporo fajnie poprzebieranych osób, warto wyjść z domu chociażby po to, żeby popatrzeć na stroje innych świętujących osób (i poszukać inspiracji na następny rok). Poniżej filmiki z „Hilary” i „Donaldem” i z dinozaurem:).

Do pobrania: Hilary i Donald

Do pobrania: Dinozaur

To prawdziwe Halloween, które często wypada w tygodniu, jest tak naprawdę dla dzieci. To wtedy chodzą one od domu do domu i dostają słodycze. W sklepach zawsze przynajmniej jedna alejka wygospodarowana jest na ogromne torby właśnie z tymi smakołykami (my kupiliśmy taką torbę dla siebie, a co tam).

Do pobrania: Dzieci

My postanowiliśmy tego dnia pojechać do nawiedzonego domu. A tak naprawdę ja postanowiłam i zaciągnęłam tam mojego narzeczonego :).

W internecie długo szukałam który nawiedzony dom w San Jose jest najlepszą atrakcją. W końcu wybrałam Rebel Yell Haunted House. Dom jest co roku tworzony przez prywatną osobę, pierwszy raz powstał w 2000 roku. Przez cały październik jest on dostępny dla odwiedzających, wejście jest darmowe, jednak wszelkie datki są mile widziane. Dom jest zbudowany na ten okres na podjeździe przed ich domem.

img_1418

img_1417

img_1415

img_1413

Jak było? Strasznie. Naprawdę. Myślałam, że skoro dom jest tworzony przez prywatną osobę, to będzie zabawnie, a nie było. W domu jest kilka ciasnych pomieszczeń, są bardzo dobrze udekorowane np. znajdziemy tam zwisające sztuczne ręce na łańcuchach czy zakrwawioną wannę. Najgorsze są jednak osoby, które mają nas straszyć. Wyskakują z zakamarków, straszą zza rogu, łapią za ubrania, przechodzą za odwiedzającymi z pokoju do pokoju. Nie będę wspominać o tym jak są ucharakteryzowane. Przyznaję, że cały czas chowałam się za K. i po prostu chciałam przebiec przez ten dom, żeby się z niego wydostać. Straszny straszny dom. Brrr.

Później pojechaliśmy na szybkie zakupy do centrum handlowego. Tam czekała na nas kolejna niespodzianka. Bardzo dużo odwiedzających galerię handlową było poprzebieranych, a dzieciaki biegały od sklepu do sklepu w poszukiwaniu cukierków. Efekt był taki:

img_1420

img_1419

I na koniec kilka zdjęć ze sklepów zaraz po Halloween, pustki:

img_1141

img_1140-1

img_1139

Podsumowując, Halloween jest świetne, duże wrażenie zrobiło na mnie to, jaki dystans mają do siebie ludzie. Potrafią się przebrać naprawdę wszyscy, bez względu na wiek i płeć. Miło patrzeć, jak wszyscy angażują się aby udekorować dom, przystroić restaurację czy chociażby założyć śmieszną opaskę pracując w hotelowej recepcji. Czekam na Halloween 2017 :).