#20 Jak przetrwać długi lot?

Miałam to szczęście, że od najmłodszych lat sporo podróżowałam samolotem. Jednak teraz, po przeprowadzce do USA, te podróże stały się jeszcze częstsze. Tak jak wspominałam w którymś z pierwszych postów, do Kalifornii nie ma lotów bezpośrednich. Co prawda od kwietnia polski LOT wprowadza do swojej oferty nowy kierunek, Los Angeles, ale dla nas jest to niestety i tak za daleko (około 6h jazdy samochodem). Nadal musimy korzystać z przesiadek.

Miastem, które najczęściej pojawia się w ofertach jako miejsce przesiadki, jest Frankfurt. Ja miałam jeszcze okazję przesiadać się np. w Kopenhadze, Paryżu, Amsterdamie i ostatnio po raz pierwszy w Zurichu. Najważniejszym kryterium przy wyborze lotu jest dla mnie oczywiście cena, ale również czas podróży. Zazwyczaj na przesiadkę mam więc około 2h. Wydaje się, że to dużo czasu, jednak wszystkie te huby przesiadkowe są tak rozległe, że samo przejście między terminalami zabiera 30-40 minut. Dodając do tego kontrole graniczne, osobiste, wyjście z samolotu (naraz chce wysiąść np. 500 osób i oczywiście wszyscy się spieszą 🙂 ) wniosek jest jeden: bieganie w pośpiechu po lotnisku.

Dzięki tym częstym podróżom, wypracowałam już sobie swoje najlepsze metody na przeżycie takiej podróży.

Przede wszystkim, w zależności od tego ile latamy, warto rozważyć dołączenie do programów lojalnościowych linii lotniczych. Nie będzie pewnie to zbyt opłacalne przy bardzo rzadkich lotach, między innymi dlatego, że w wielu tych programach niewykorzystane punkty zerują się co jakiś czas. Jednak dołączenie do takiego programu jest zazwyczaj bezpłatne, a kto wie, może uda się coś tam uciułać 😉 . Punkty można spożytkować naprawdę na wiele sposobów, np. na zakupy w strefie bezcłowej, podwyższenie standardu lotu (tzw. upgrade) czy darmowe loty (ostudzam zapał, tutaj potrzeba tych punktów naprawdę sporo 🙁 ). Ja należę do Miles&More, ponieważ zrzesza bardzo dużo linii lotniczych z których korzystam. Swoje mile na razie gromadzę, liczę na jakiś darmowy lot 🙂 .

Jeśli tylko jest to możliwe, zawsze staram się zrobić tzw. check-in wcześniej. Zazwyczaj umożliwiają to już na 24h przed odlotem poprzez stronę internetową. Robię to przede wszystkim dlatego, żeby móc pojawić się później na lotnisku i wybrać sobie dobre miejsce w samolocie. To, kto gdzie lubi siedzieć w czasie takiej podróży, zależy bardzo od osobistych preferencji. Ja zawsze wybieram miejsce przy alejce. Nie lubię siedzieć przy oknie, a tym bardziej między innymi osobami (mini klaustrofobia). Mogę sobie wtedy prostować nogi (o ile stewardessa nie postanowi przejechać mi po nich wózkiem 😉 ), wstawać, przeciągać się czy chodzić do toalety bez angażowania w to innych osób. Oczywiście minus jest taki, że jeśli któryś z moich sąsiadów chce się wydostać, to ja też muszę wstać. Ostatnio jednak mam szczęście siedzieć obok osób, które potrafią przez cały lot (11h!!!) nie ruszyć się ani razu. Dziwne, ale wygodne dla mnie.

Jeśli chodzi o mój strój podczas podróży, to zawsze stawiam na wygodę. Zazwyczaj są to sportowe buty, dresowe spodnie, koszulka i bluza. Nigdy nie latam w odkrytych butach, ponieważ w samolotach potrafią klimatyzację  rozkręcić na full, a ja szybko marznę. Jeśli musiałabym jechać w takim obuwiu (chociaż nie wiem co i kto mógłby mnie do tego zmusić) to na pewno zaopatrzyłabym się w skarpetki. Wyglądałabym głupio, ale na pewno byłoby mi cieplej 🙂 . Oczywiście nigdy się nie maluję na podróż, a jeśli ważne jest dla mnie, żeby JAKOŚ wyglądać po wyjściu z samolotu, to maluje się po prostu zaraz przed lądowaniem (nigdy w trakcie 😛 ). Podsumowując: jeśli spotkasz mnie kiedyś na lotnisku, to nie zdziw się, że wyglądam jak jakieś czupiradło. Nie pytaj mnie czy dobrze się czuje albo czy wszystko w porządku. Po prostu cenię sobie wygodę w podróży 🙂 .

W coraz większej ilości samolotów jest dostęp do WIFI (za opłatą). Bardzo często trafiam na osoby, które jak tylko jest możliwość, wyjmują swoje karty kredytowe, żeby mieć dostęp do internetu. Ja nigdy tego nie robię, czas w samolocie staram się poświęcić na to, na co zazwyczaj ciężko mi go znaleźć na ziemi 🙂 . Mimo, że prawie wszystkie samoloty zapewniają już dostęp do filmów i muzyki, ja zawsze staram się sama w to zaopatrzyć. Ściągam z Netflixa filmy i seriale na iPada (legalnie!), książki na Kindle’a (raczej legalnie…), zabieram gazety albo czasami niestety naukę. Oczywiście zawsze przed podróżą ładuję wszystkie sprzęty na full, dodatkowo zabieram ze sobą powerbank.

Zawsze mam ze sobą plecak (taki mini-mini, welurowy, żeby było wygodnie i modnie 😛 ), a do tego walizkę kabinową. Zabieram ją nawet jeśli jest częściowo pusta. Co w niej mam?

  • wyżej wymienione sprzęty
  • niektóre wartościowe rzeczy, nie mam zabezpieczenia w głównej walizce, poza tym trwałość tych zabezpieczeń jest też wątpliwa.
  • duuuuży szal, w razie jakby było mi zimno (na tych długich trasach zapewniają koce i poduszki, jednak dla mnie często jest to za mało)
  • opaskę do spania na oczy (używam jej tylko w samolocie, pomaga mi zasnąć)
  • Poduszkę podróżną, te rozdawane w samolocie pomagają mi bardziej na plecy, kładę ją zazwyczaj za sobą.
  • kosmetyczkę podróżną: szczoteczka, mała pasta i inne niezbędne kosmetyki potrzebne do wieczornej/porannej toalety. Nie można oczywiście przekroczyć dozwolonej pojemności.
  • NAWILŻAJĄCE KROPLE DO NOSA! W samolocie klimatyzacja potrafi naprawdę mocno wysuszyć śluzówkę.
  • Ewentualne ubrania na zmianę jeśli w miejscu docelowym jest zupełnie inna pogoda.

Jeśli chodzi o jedzenie w samolocie, to można trafić naprawdę różnie. To straszne, ale już powoli zaczynam kojarzyć jakie posiłki dają w poszczególnych liniach lotniczych. Najlepsze jedzenie miałam w KLM, w United dają czipsy paprykowe i lody czekoladowe między posiłkami. W Swissie dają całe puszki napojów gazowanych. I tak dalej, i tak dalej…. 🙂

Niestety wniosek mam jeden: ciężko się najeść w samolocie. Jedzenie nie jest niestety najlepszej jakości, co jest zrozumiałe, ciężko przygotować coś zupełnie świeżego dla tylu osób. Zawsze jednak dobrze jest zjeść cokolwiek (deser, sałatkę, owoce). Ja nigdy nie wożę ze sobą jedzenia, jednak jeśli ktoś jest bardzo wybredny, można i tak sobie z tym poradzić.

W trakcie lotu staram się raz na godzinę ruszyć z miejsca (chyba, że śpię). Przeciągam się, przechadzam po samolocie. Bardzo dużo osób tak robi, nie można się więc krępować. Na pewno jest to wskazane ze względu na krążenie.

I to tyle. Niestety tak jak jeszcze niedawno loty były dla mnie czymś normalnym, tak powoli zbliżam się do kategorii „nie przepadam”, ponieważ nie ukrywam, że takie podróże potrafią wymęczyć.

Życzę Ci przyjemnej najbliższej podróży!

Żeby samolot leciał nisko i wolno. Ha. Ha. 😉

PS. Wiem, że ostatni post był o tym, że wróciłam już do Kalifornii, musiałam jednak wrócić jeszcze do Polski. Przyleciałam 12 lutego, zostaję na około 1 tydzień.

 

 

 

#19 Powrót do Cali

Wróciłam do Kalifornii! W końcu! To straszne, ale dopiero po wylądowaniu na SFO poczułam się jak u siebie. W Polsce było świetnie, jednak to tutaj mam już swoje mieszkanie, swoje łóżko i wszystkie rzeczy. No i oczywiście najważniejsze – tutaj jest K. Dobrze być w domu 🙂 .

Pierwszy raz zdarzyło mi się, że ten transatlantycki lot był w połowie pusty. Dzięki temu można było się rozłożyć na sąsiadujących fotelach i wyspać. Prawie business class 😉 .

Leciałam liniami United. Nie mam najlepszych doświadczeń z nimi, jednak tym razem pozytywnie mnie zaskoczyli. W kilku rzędach (w tym w moim) nie działały ekrany, na których można oglądać filmy, sprawdzać trasę samolotu itd. Ja rzadko z nich korzystam, zazwyczaj ściągam filmy czy seriale na swoje urządzenia. Jednak dla kogoś kto nie ma ze sobą ani książki, ani gazety, ani komputera, może to być dość uciążliwe patrzeć przed siebie przez ponad 11 godzin.

Pod koniec lotu obsługa rozdała nam broszury, które informowały nas, że oczywiście przepraszają, że bardzo im przykro, że im zależy aby korzystać z United i… że w ramach przeprosić dają nam $100 do wykorzystania na inne loty. Naprawdę bardzo miło z ich strony, spodziewałam się, że na słowach skruchy się skończy. Loty krajowe w USA nie są tanie, jednak na przykład lot do Vegas z San Francisco kosztuje około $70. Pojedziemy może w jakiś weekend wygrać trochę kasy (wygraliśmy kiedyś w Las Vegas $60!).

Kalifornia przywitała mnie deszczem. Taka pogoda ma się niestety utrzymać przez najbliższe dni. Jednak dzięki temu, w Zatoce zrobiło się już trochę wiosennie 🙂 .

Dzisiaj w Stanach jest Święto! Co prawda nieformalne, ale jakże ważne. Mamy Super Bowl, czyli finałowy mecz zawodowej ligi amerykańskiego futbolu. W tym roku odbywa się 51. finał. Poza samym meczem, najważniejsze są reklamy i występ w przerwie.

Ponieważ jest to dzień, w którym przed telewizorami zasiadają miliony amerykanów (ponad 100 mln.), ceny za spoty reklamowe w tym czasie są odpowiednio wysokie i nie każdy może sobie na nie pozwolić. Za 30 sekundowy spot trzeba zapłacić około $6,000.000. Można się więc wtedy spodziewać reklam tych największych.

Reklamy z 2016 roku: link

Jeśli chodzi o występy w half-time, to uważa się to za spore wyróżnienie dla gwiazdy. W tym roku zaprezentuje się Lady Gaga. Występ trwa kilka minut, a wybrana gwiazda zazwyczaj szaleje po tej scenie, ponieważ chce zaśpiewać kilka utworów, przebrać się z 2 lub 3 razy, zatańczyć i zrobić wielkie show. W tamtym roku wystąpił Coldplay z Bruno Marsem i Beyonce. Oczywiście wszystkie występy można znaleźć na YouTubie, jeśli się ktoś przypatrzy, to zobaczy, że rok temu Beyonce z tego pośpiechu była blisko wywrócenia się 😉 . Ale i tak występ był świetny!

Pamietam, że jak mieszkałam w Polsce, to bardzo przeżywałam te występy w przerwie. Potrafiłam czekać do później nocy albo wstawać wcześnie rano, tylko po to aby je obejrzeć.

W tym roku finał odbywa się w Houston w Teksasie. Ponieważ USA jest w kilku strefach czasowych, to trzeba mecz zorganizować o takiej godzinie, aby każdy ze Stanów miał szansę go zobaczyć.

Czas określa się różnymi skrótami. w Nowym Jorku jest ET (Eastern Time Zone), u nas PT (Pacific Time Zone). Można jeszcze wyróżnić CT (Central Time Zone), AT (Alaska Time Zone), MT (Mountain Time Zone), HT (Hawai Time Zone). Skróty te można znaleźć praktycznie wszędzie, np. w programach telewizyjnych. Różnica w czasie w USA to maksymalnie 5 godzin.

W tamtym roku finał odbywał się w San Jose w Levi’s Stadium, czyli dokładnie 2 km od naszego obecnego miejsca zamieszkania. Mogę się tylko domyślać co tutaj się działo i cieszyć się, że minęliśmy się o te kilka miesięcy 🙂 .

Super Bowl spędzamy ze znajomymi u nas w domu. Prawda jest taka, że ja nawet nie znam zasad gry, a dopiero przed chwilą sprawdziłam kto dzisiaj gra. Mam jeszcze kilka godzin, może uda mi się przygotować 🙂 . Tak czy siak, trzymam kciuki za…któryś tam zespół 😛 .

EDIT: 12 lutego przyleciałam jeszcze do Polski na tydzień.