#25 Stanford University cz.2

HISTORIA (krótka i ciekawa, nie przewijać!)

Pełna nazwa uczelni to Leland Stanford Junior University.

Leland Stanford Jr był długo wyczekiwanym i jedynym dzieckiem Lelanda Stanforda Seniora i Jane Stanford. Niestety ich syn zmarł tuż przez swoimi 16. urodzinami na tyfus. Aby uczcić jego pamięć, postanowili założyć uniwersytet jego imienia, gdyż o tego momentu „Dzieci Kalifornii bedą naszymi dziećmi” (The children of California shall be our children).

Leland Sr i Jane odwiedzali takie uczelnie jak Harvard i MIT aby podpatrzeć i podpytać ich władze jak stworzyć taką uczelnie. Po powrocie na zachodnie wybrzeże kupili ogromną działkę w Palo Alto.

Stanford został otworzony 1 października 1891 roku dla 555 studentów.

Kilka lat przed założeniem ustanowiono 5 fundamentalnych zasad na których miała się opierać działalność uniwersytetu:

  1. Stanford będzie koedukacyjną uczelnią
  2. Stanford będzie otwarty dla studentów ze wszystkich środowisk
  3. Stanford będzie dostępny dla osób każdego wyznania
  4. Ziemia na której znajduje się Stanford nigdy nie zostanie sprzedana
  5. Stanford będzie uczelnią bezpłatną

Jedno z tych postanowień dziś już nie obowiązuje, łatwo zgadnąć które 😉 . W 1920 roku po raz pierwszy nauka na Stanfordzie była płatna. Wtedy jednak kwota była znacznie mniejsza, wynosiła $120 za cały rok.


  • Na terenie uczelni znajduję się 20 bibliotek, największa z nich, Green Library, posiada prawie 3 miliony wolumenów, w tym kolekcję specjalną, w której skład wchodzi m.in. oryginalny scenariusz pierwszego filmu Star Wars.
  • Stanford posiada dwa szpitale: Szpital główny i dziecięcy.
  • Uczelnia umożliwia studiowanie za granicą, korzysta z tego aż 50% studentów. Mają oni do wyboru 11 państw: Japonia (Kioto), Chiny (Pekin), Australia, RPA (Kapsztad), Turcja (Istambuł), Włochy (Florencja), Niemcy (Berlin), Francja (Paryż), Wielka Brytania (Oxford), Hiszpania (Madryt), Chile (Santiago). Można również wybrać jedną z filii Stanfordu w Stanach (Waszyngton, Hawaje, Nowy Jork).
  • Stanford stosuje system kwartalny, nie semestralny. Rok akademicki ma więc 3 kwartały z zajęciami (jesień, zima, wiosna) i jeden wakacyjny (lato). Mark stwierdził, że to świetne rozwiązanie, ponieważ można się więcej nauczyć… KUJON!
  • Stanford funkcjonuje jak samodzielne miasto (jednak oficjalnie nim nie jest ponieważ nie posiada rejestru urodzeń). Ma własny kod pocztowy, pocztę, policję, straż pożarną.
Poczta
  • Uczelnia ma na swoim terenie 11 różnych jadalni. Studenci mogą wykupić abonament, który na cały rok (3 kwartały) kosztuje około $6000. Jest to 19 posiłków na tydzień. Oczywiście jest też możliwość gotowania samemu w kuchniach akademików.

Na pierwszym stopniu studiów można wybierać aż spośród około 70 kierunków. To sporo, dlatego też przez pierwsze dwa lata można uczęszczać na różne zajęcia i określić kierunek swoich studiów dopiero pod koniec drugiego roku.

Kierunki studiów

Nasz przewodnik, Mark, bardzo chwalił sobie to, że uczelnia umożliwia uczęszczanie na zajęcia niezwiązane z kierunkiem. On, student ekonomii, ukończył zajęcia z informatyki czy lotnictwa(ponieważ jest to jego pasja). Mark chodził również na zajęcia z fotografii (prowadzone przez fotografkę czasopisma National Geographic). Jednak tutaj nie na samych lekcjach się kończyło. Studenci mogli wyjechać razem ze wspomnianą prowadzącą do południowej Afryki (oczywiście podczas wakacji) na trzytygodniowy wyjazd, aby tam dalej szlifować umiejętności związane z fotografią.

Opowiedział nam też, że jednym z jego najlepszych wspomnień z poprzednich lat jest możliwość zjedzenia lunchu z Alvinem Rothem, laureatem nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. Takie godzinne spotkania są możliwe również z wieloma innymi profesorami, trzeba się jedynie na nie zapisać.  No i posiłek jest wtedy za darmo 😉 .

Kościół znajdujący się na kampusie, nie jest on przypisany do żadnej religii

Stanford umożliwia swoich studentom spotkania z wieloma znanymi politykami i przedsiębiorcami. Odwiedzał ich właściciel sieci 5-gwiazdkowych hoteli, współzałożyciel Virgin America, Barack Obama, Elon Musk czy Oprah Winfrey. W 2005 roku swoje przemówienie miał na kampusie Steve Jobs. Jest to świetne wystąpienie, jeśli ktoś nie widział, podaję link do filmiku na youtubie z polskimi napisami. Warto zobaczyć. link

Przewodnik opowiedział nam również jedną z anegdot dotyczących Herberta Hoovera, 31. Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Był on studentem inauguracyjnego roku uczelni. Dzień przed rozpoczęciem działalności uniwersytetu, wkradł się on do męskiego akademika i spędził tam pierwszą noc. Dzięki temu nazywał siebie później pierwszym studentem Uniwersytetu Stanforda 🙂 .

Wydział techniczny; szklane kominy na dachu w gorące dni są otwierane, aby schłodzić pomieszczenia w budynku.
Wydział techniczny
Wydział techniczny
Wydział techniczny

Na kampusie znajduje się ponad 13 tysięcy rowerów. Jest to najpopularniejszy sposób przemieszczania się. Uczelnia bardzo mocno dba o ekologię, nie wchodzi więc w grę korzystanie z takiej ilości samochodów czy autobusów, a środek transportu jest naprawdę przydatny, ponieważ przejście kampusu na pieszo zajęłoby 30 minut!

Ponieważ szkoła znajduje się w Dolinie Krzemowej, wiele firm technologicznych inwestuje w infrastrukturę i studentów uczelni. Na kampusie można znaleźć budynki ufundowane przez Billa Gatesa czy Hawlett-Packard.

ZAKWATEROWANIE

Każdy „freshman” ma obowiązek mieszkania na kampusie. Później ma zapewnione na nim miejsce, jednak nie jest już to obligatoryjne, można wynająć coś w pobliskim Palo Alto lub innej miejscowości. Większość studentów jednak zostaje, ponieważ koszty mieszkania na terenie uczelni są znacznie mniejsze.

Uczelnia ma w swojej ofercie różne opcje zamieszkania, zależnie od sytuacji finansowej i rodzinnej. Są mieszkania lub pokoje dla singli, par i dla par z dziećmi. Jeśli chodzi o sytuacje finansową, można wybierać spośród akademików, apartamentowców czy domów. Akademiki z założenia są dostępne dla wszystkich, w domach czy apartamentowcach można się spotkać z rozmowami kwalifikacyjnymi czy listami oczekujących.

Tam również można się spotkać z innymi wymaganiami, np. są domy o tematyce niemieckiej, w którym pierwszeństwo przyjęcia będą mieli pewnie obywatele Niemiec, domy włoskie, francuskie, słowiańskie(!!!), azjatyckie czy afroamerykańskie. Są także domy poszczególnych wydziałów lub np. fanów ekologii.

Akademiki dla studentów pierwszego stopnia: link, ceny: link

Apartamentowce dla studentów pierwszego stopnia: link

Domy dla studentów pierwszego stopnia: link

ZNANI ABSOLWENCI I STUDENCI:

  • Jennifer Connelly, aktorka
  • Sigourney Weaver, aktorka
  • Condoleezza Rice, sekretarz stanu w administracji prezydenta George’a W. Busha
  • Chelsea Clinton, córka Billa i Hillary Clinton
  • Mitt Romney, kandydat na Prezydenta Stanów Zjednoczonych w 2012 roku
  • Brian Acton, współzałożyciel WhatsAppa
  • Sergey Brian, współzałożyciel Google
  • David Filo i Jerry Yang, współzałożyciele Yahoo!
  • Andrew Grove, współzałożyciel Intel Corporation
  • Reed Hastings, współzałożyciel Netflixa
  • William Hewlett i David Packard, założyciele HP Company
  • Reid Hoffman, współzałożyciel LinkedIn
  • Jawed Karim, współzałożyciel Youtube’a
  • Phil Knight, współzałożyciel Nike
  • Mike Krieger i Kevin Systrom, współzałożyciele Instagrama
  • Larry Page, współzałożyciel Google
  • Blake Ross, twórca Mozilla Firefox
  • Evan Spiegel, współzałożyciel Snapchata
  • Peter Thiel, założyciel PayPala
  • Reese Witherspoon, aktorka
  • Doris F. Fisher, współzałożycielka The Gap

 

#24 Stanford University cz.1

Uniwersytet Stanforda to jedna z najlepszych uczelni na całym świecie. W najnowszych rankingach wyprzedza go tylko Harvard i MIT, a i z nimi czasami wymienia się miejscami na podium.

Wspomniany uniwersytet znajduje się w Kalifornii, bardzo blisko naszego obecnego miejsca zamieszkania (około 30 minut jazdy samochodem). Pierwszy raz wybraliśmy się na zwiedzanie kampusu już kilka miesięcy temu, ostatnio jednak powtórzyliśmy tę wycieczkę.

Zwiedzanie kampusu jest bezpłatne. Odbywa się dwa razy dziennie przez siedem dni w tygodniu (w święta i wakacje może to ulec zmianie) i prowadzone jest przez studentów. Taki spacer trwa około godziny, kończy się obok księgarni i sklepu uczelni (sprytne 🙂 ). Więcej informacji dotyczących zwiedzania można znaleźć na stronie uniwersytetu.

Naszym przewodnikiem był Mark. Jest studentem 3 roku ekonomii na Stanfordzie. Opowiedział nam trochę o sobie. Jego mama jest z Japonii, tata z Ameryki. Wychował się w Tokio, tam skończył liceum i dopiero na studia przyjechał tutaj. Na kampusie zajmuje się właśnie oprowadzaniem turystów, ale jest również tłumaczem dla studentów z Japonii, członkiem International Club (jak się domyślam klubu dla studentów zza granicy) i fotografem Stanford Daily, uczelnianej gazety. Czyli jest to jeden z tych AKTYWNYCH studentów 😛 .

Mark przedstawił nam się dokładnie jako „Junior at Stanford, 3rd year undergrad”. O co chodzi z tym „junior”? W Stanach są konkretne określenia studentów poszczególnych lat. Student pierwszego roku to „freshman”, drugiego „sophomore”, trzeciego to właśnie „junior”,a czwartego – „senior”. Na niektórych uczelniach stosuje się trochę inny podział – nazwa nie zależy od roku, a od ilości godzin zakończonych zajęć. Na przykład freshman ma mniej niż 32SH (semester hours), sophomore 32-64SH itd. Jeśli chodzi o „undergraduate” to oznacza to, że jest to pierwszy stopień studiów (licencjat lub inżynier), drugi nazywa się „graduate”.

Wieża Hoovera, najwyższy budynek na kampusie. Znajdują się w niej archiwa. Wieża ma tak mało okien, aby chronić dokumenty przed światłem(zniszczeniem).

Teraz trochę liczb:

  • Stanford ma około 16 tysięcy studentów ( 7 tysięcy jest na pierwszym stopniu, 9 na drugim).
  • Niestety nadal więcej mężczyzn studiuje na Stanfordzie, ale różnica jest coraz mniejsza. W 2015 roku na pierwszym stopniu studiów było 48% kobiet, na drugim – 39%.
  • Obecnie wśród kadry profesorskiej można znaleźć 4 laureatów nagrody Pulitzera i 20 laureatów Nobla.
  • Stanford ma około 46 tysięcy swoich adresów mailowych, a dziennie (!!!) przychodzi na nie około 1.9 miliona maili.
  • około 75% studentów mieszka na terenie kampusu
  • Stanford ma 35 różnych organizacji religijnych
  • Studenci Stanforda zdobyli w sumie 242 medale olimpijskie.
  • Stanford znajduje się na terenie 6 różnych miast lub hrabstw: San Mateo County, Santa Clara County, Woodside, Menlo Park(tutaj znajduje się siedziba Facebooka), Palo Alto(a tutaj go założono 🙂 ) i Portola Valley.
  • Na terenie uczelni znajduje się centrum handlowe z takimi sklepami jak Tiffany, Louis Vuitton czy Burberry.
  • na 2019 rok złożono już ponad 42 tysiące aplikacji, szacuje się, że przyjętych zostanie 5% kandydatów.

ILE KOSZTUJE STUDIOWANIE NA STANFORDZIE?

Poniższe kwoty zostały oszacowane na rok 2017-2018, dla studenta w stanie wolnym, zależnego finansowo od rodziców. No to uwaga 😉 :

Czesne: $48,987

Zakwaterowanie: $15,122

Ubezpieczenie medyczne: $630

Książki i inne materiały: $1,455

Własne wydatki: $2,925

Razem: $69,109 🙂

Do tego należy doliczyć podróże do domu, a także dla nowych studentów opłatę za dokumenty ($250) i opłatę wstępną ($525).

Nie wygląda to najlepiej, jednak ponad 80% studentów otrzymuje różnego rodzaju pomoc finansową. Wszystko zależy od dochodów w rodzinie, jednak Stanford ma ogromne środki na pomoc swoim studentom. W roku 2014-2015  przeznaczył na ten cel ponad 185 milionów dolarów! Są więc dość hojni 🙂 . Niezwykle ważne jest to, że podczas procesu rekrutacji ukryta jest sytuacja finansowa kandydatów (dotyczy to jednak niestety tylko tych pochodzących ze Stanów).

W 2015 roku na studiach pierwszego stopnia 36% studentów pochodziło z Kalifornii, 55.3% z innych stanów i tylko 8.6% z pozostałych krajów. Na drugim stopniu wygląda to trochę lepiej: 35% z Kalifornii, 31% z pozostałych stanów i 34% z zza granicy.

SPORT

Stanford jest bardzo znany ze swoich sportowych osiągnięć. Absolwentem uczelni jest Tiger Woods, a na kortach uczelni mecze rozgrywała sama Serena Williams.

Uniwersytet ma do zaoferowania aż 36 różnych dyscyplin sportowych (20 dla kobiet, 16 dla mężczyzn, żeglarstwo jest koedukacyjne). Aż 40 lat z rzędu uczelnia wygrywała przynajmniej jedne mistrzostwa. To najdłuższa taka szczęśliwa passa w całej Ameryce. Stanford ma 26 klubów sportowych, 300 sportowych stypendiów i zatrudnia ponad 100 trenerów. Posiada również niezwykle dobrze rozbudowaną infrastrukturę sportową, ma między innymi 2 baseny olimpijskie, basen do nurkowania, stadion na 50,000 osób oraz pole golfowe.

Damskie sporty; Źródło: http://www.gostanford.com
Męskie sporty; Źródło: http://www.gostanford.com

Drużyny Stanforda nazywane są potocznie „Cardinal”. Nazwa ta pochodzi od koloru przewodniego całej uczelni.

Jak wspomniał nam Mark, sportowcy są darzeni ogromnym szacunkiem wśród pozostałych studentów ze względu na ich tryb życia. Wstają około 6 na poranny trening, później mają zajęcia, a po nich kolejny, wieczorny trening.

TRADYCJE

Stanford ma kilka swoich tradycji 🙂 :

  • BIG GAME jest to coroczny mecz footballu, rozgrywany pomiędzy Stanford Cardinal, a California Golden Bears z Uniwersytetu Kalifornii w Berkeley. Pierwszy mecz został rozegrany w 1892 roku. Zazwyczaj odbywa on się na przełomie listopada i grudnia. W parzyste lata rozgrywany jest w Berkeley, w nieparzyste – na Stanfordzie. Wygrany otrzymuje trofeum, które nazywa się Stanford Axe.
Stanford Axe; Źródło: http://santivachronicle.com
  • FOUNTAIN HOPPING jest to tradycja kąpania się w fontannach znajdujących się na kampusie zaraz po egzaminach w sesji letniej, jest ich aż 26!
Największa fontanna na kampusie
Źródło: http://www.stanforddaily.com
  • FULL MOON ON THE QUAD jest to tradycja, która ma miejsce podczas pierwszej pełni w jesiennym semestrze. Studenci „freshmen” są…całowani(!!!) przez „seniorów”. Wydarzenie rozpoczyna się jak zwykła uniwersytecka impreza, jest scena, zespół, trochę alkoholu. Jednak około północy zaczyna się całowanie! Oczywiście nikt nie jest do niczego zmuszany, nic nie dzieje się wbrew czyjejś woli, jednak niektórych na pewno ponosi, podobno są i tacy, którzy zapominają nawet o ubraniu 🙂 . Najlepsze jednak jest to, że wokół rozstawione są stoły z kubkami wypełnionymi płynami do płukania buzi, aby odświeżyć sobie oddech pomiędzy…spotkaniami 🙂 .
  • WACKY WALK – podczas ceremonii ukończenia, studenci wbiegają na Stanford Stadium w przebraniach.

Zdjęcia: link

  • Na głównym placu kampusu można znaleźć wmurowane pozłacane tabliczki z numerami kolejnych lat. Pierwsza z nich powstała w 1896 roku i od tego czasu każdy kolejny rocznik kończący naukę na Stanfordzie ma taką swoją tablicę. Najciekawsze jednak kryje się pod nią. Oprócz listy absolwentów, znajduje się tam kapsuła czasu do której studenci mogą wrzucić wszystkie kojarzące im się ze studiami przedmioty. Podobno pod którąś z tablic jest album Britney Spears i kawałek pizzy 😉 .

Tradycję w dość niechlubny sposób rozpoczął rocznik ’85 (rocznik Huberta Hoovera), który tuż przed zakończeniem roku pojechał do Palo Alto, kupił czerwoną farbę i w nocy wymalował na murach budynków uczelni swój rok ukończenia studiów. Jak łatwo się domyślić, władze uczelni nie były zadowolone, postanowiono więc kontynuować tradycję w mniej inwazyjny sposób 🙂 .

CDN

 

#23 Sephora Beauty Class

Jak już wspomniałam we wcześniejszym poście, interesuje się kosmetykami. Ten kto mnie zna, wie, że nie maluję się za dużo. Po prostu lubię mieć rozeznanie w nowościach, oglądam sporo filmików na youtubie na ten temat, a później oczywiście idę „podotykać” te wszystkie kosmetyki na żywo. Myślę, że moje hobby nie jest najgorsze, ponieważ zazwyczaj na oglądaniu się kończy, sama za dużo ich nie kupuje (chociaż pewnie K. ma inne zdanie na ten temat).

Któregoś dnia, zaproponowano mi dołączenie do Beauty Insider. Jest to program lojalnościowy Sephory. Zgodziłam się, ponieważ często odwiedzam to miejsce, jednak byłam przekonana, że będzie to kolejna tego typu karta w moim portfelu, która posłuży mi raczej za linijkę lub otwieracz do listów, a z dołączenia do tego programu będę miała jedynie spam na mailu.

Okazało się, że tutaj w Stanach, Sephora ma do zaoferowania dużo więcej niż w Polsce.

Przede wszystkim już przy najniższym poziomie w programie lojalnościowym, dostaje się prezent urodzinowy. Ja w grudniu dostałam zestaw kosmetyków marki FRESH. Były to próbki, jednak na tyle duże, że naprawdę mogłam kilka razy sprawdzić działanie tych kosmetyków.

Co więcej, każdy zakup daje punkty, które można wymieniać na kosmetyki lub inne nagrody ($1 = 1 pkt). Na przykład dla ambitnych: 10,000 punktów kosztuje „makijażowa impreza” dla 5 osób w dowolnej lokalizacji z torbami podarunkowymi, zapewnionymi napojami i przekąskami. Nowe nagrody pojawiają się w każdy wtorek i czwartek, wysprzedają się w mgnieniu oka. Bogate te amerykanki 😉 . Przykłady poniżej:

 

Źródło: http://www.sephora.com
Źródło: http://www.sephora.com
Źródło: http://www.sephora.com

 

Źródło: http://www.sephora.com

Ale najważniejsze! Przynależność do Beauty Insider pozwala na udział w Sephora Beauty Class. O co chodzi? Sephora organizuje lekcje makijażu w swoich sklepach zupełnie za darmo. Nie trzeba ze sobą przynosić żadnych kosmetyków, zapewniają wszystko. Można brać udział w nieograniczonej liczbie takich lekcji i co najlepsze, udział w nich w żaden sposób nie obliguje do zakupu kosmetyków.

Kilka dni temu wzięłam udział po raz pierwszy w takim wydarzeniu. Zapisałam się poprzez stronę internetową. W danym tygodniu zajęcia dotyczyły konturowania i rozświetlania. Tematów jest jednak bardzo dużo, zmieniają się one co kilka tygodni. Ze względu na brak miejsca, nie każdy sklep oferuje te lekcje, myślę jednak, że każdy w odległości kilku lub kilkunastu mil znajdzie Sephorę z taką ofertą.

Zajęcia odbywają się kilka razy dziennie. Ja zapisałam się na godzinę 11. Sporym minusem (i chyba jedynym) był dla mnie brak informacji na stronie czy powinnam przynieść ze sobą jakieś kosmetyki. Doczytałam na różnych blogach, że nie jest nic potrzebne, jednak ponieważ nie znalazłam oficjalnej informacji na ten temat, do ostatniej minuty stresowałam się czy nie popełniłam gafy przychodząc z niczym. Okazało się jednak, że rzeczywiście wszystko zapewnia sklep Sephory i nie trzeba nic ze sobą przynosić (jedynie sztuczne rzęsy, jeśli jest się zapisanym na lekcje z ich zakładania).

Po przyjściu przywitała mnie przemiła Andie. Poinformowała, że często na tych porannych lekcjach ze względu na godzinę jest bardzo mało osób. I tak też było, oprócz mnie, pojawiły się jeszcze tylko dwie kobiety. Całe wydarzenie prowadził makijażysta Dee, wspomniana Andie miała za zadanie nam pomagać. Mimo, że tak jak pisałam, zajęcia miały skupiać się na konturowaniu i rozświetlaniu, to najpierw pomogli nam zrobić bazę do tego, czyli nałożyć primer, dobrać podkład itd. Przy okazji pokazywali sporo makijażowych tricków. W stolikach przed nami schowane były zestawy pędzli, kartka z instrukcją i do robienia swoich notatek, długopis i oczywiście kosmetyki. Wbrew temu co można by pomyśleć, nie były one marki Sephora, wręcz przeciwnie, były to firmy takie jak Kat von D, Becca czy Make Up For Ever.

Instrukcja, którą otrzymuje każdy uczestnik (zamazałam swoje notatki 😛 ):

Jeśli chodzi o temat zajęć, to tłumaczyli jakich pędzli do tego używać, w jaki sposób nakładać danym produkt, jakie kosmetyki są do tego najlepsze i których kolorów używać po kolei.

 

Całe zajęcia potrwały około 70 minut, po zakończeniu można było oczywiście zostać i zadawać pytania, ale absolutnie nie było sytuacji, w której przynosiliby kosmetyki i proponowali ich zakup lub chodzili za uczestnikami po sklepie i podpatrywali czy coś wybrali.

Ja akurat nic nie kupiłam, ale też nie jest tak, że chce być cwana i wszystkiego się nauczyć za darmo. Akurat kosmetyki, które były używane podczas kursu, już posiadam (lub ich odpowiedniki). Niewykluczone jednak, że po kolejnych takich lekcjach, zabiorę coś ze sobą do domu 🙂 .

Poniżej inne tematy zajęć:

Źródło: http://www.sephora.com
Źródło: http://www.sephora.com
Źródło: http://www.sephora.com
Źródło: http://www.sephora.com

Podsumowując: świetna inicjatywa, już czekam na kolejne takie wydarzenia. Nie chodzi o to, że można po prostu za darmo nałożyć sobie dobre kosmetyki na twarz i trochę pomachać pędzlem, ale naprawdę można się sporo dowiedzieć. Skąd, jak nie z tych lekcji, miałabym wiedzieć do czego służy Banana Powder 😉 ?

#22 Road trip: Big Sur, Monterey, Carmel i 17-mile Dr

Początek roku był dla mnie dość intensywny, sporo lotów, życie na walizkach, jetlag, sesja itd. Wiem, że nie są to najpoważniejsze problemy, jakie mogą spotkać człowieka, jednak ja jestem domownikiem, bardzo nie lubię nocować poza domem.

Przyleciałam do Kalifornii pod koniec lutego. Jetlag był nie do uniknięcia, padłam zaraz po dotarciu do domu (około 18) a obudziłam się o 2 w nocy. U mnie „wychodzenie” z jetlagu wygląda mniej więcej tak, że w następną noc śpię do 3, później do 4 itd. Jak dotrę do godziny 7-8, uznaję, że zmiana czasu została pokonana 😉 .

Ponieważ w Kalifornii naprawdę czuć już wiosnę, postanowiliśmy w pierwszy weekend po moim przyjeździe pojechać do Big Sur. Jest to region położony na południe od San Francisco, obejmuje kilkanaście kilometrów linii brzegowej. Już 2 lata temu miałam okazję zobaczyć to miejsce, jednak widoki są tak niesamowite, że Big Sura nigdy za dużo. Od nas jedzie się tam około 2h. Wyjechaliśmy o 8 rano w niedzielę, co jak na nas, jest naprawdę sporym osiągnięciem.

Wybrzeże Kalifornii dla mnie wygląda na Szkocję albo Nową Zelandię, robi ogromne wrażenie. Droga biegnie tuż obok oceanu, idealne miejsce na przejażdżkę kabrioletem (przez jakieś 10 minut, później chce urwać głowę 😛 ).

Kilkanaście kilometrów przed celem, okazało się, że droga jest zamknięta i nie ma żadnego objazdu. Krótko mówiąc: Do Big Sura nie dojedziemy. Droga była nieprzejezdna w pełnym tego słowa znaczeniu, na środku drogi stał samochód szeryfa, a on sam spoglądał na nas złowrogo zza swoich okularów, dając do zrozumienia, że NAPRAWDĘ nie przejedziemy. Okazało się, że nawałnice, które przeszły przez Kalifornię w lutym, wyrządziły sporo szkód, między innymi w drogach. Zdjęcia zniszczeń można znaleźć na stronie The Big Sur Blog.

Żeby nie marnować dnia, zdecydowaliśmy się na zwiedzenie miejscowości Monterey i Carmel. Pierwsza z nich słynie z ogromnego akwarium, jednego z większych na świecie. Wejście kosztuje około $50, my jednak nie jesteśmy fanami zoo i wszelkich podobnych miejsc. Sama miejscowość jest naprawdę urokliwa. Sprawia wrażenie małej miejscowości dla bogatych emerytów, tak bym to określiła 🙂 .

PS. W Ameryce są bogaci emeryci.

Monterey
Monterey
Monterey

Carmel natomiast jest jednym, wielkim luksusem. Miejscowość jest mała, jej centrum to tak naprawdę jedna ulica. Ale za to jaka! Znajdują się na niej butiki najlepszych projektantów, a jeśli chodzi o samochody zaparkowane przed nimi…. K. głowa kręciła się na lewo i prawo. Mnie z resztą też. Miejscowość również warta odwiedzenia, chociażby dla samego zjawiska jak duże stężenie luksusu może występować na tak małej powierzchni 😉 .

Odwiedziliśmy również miejsce zwane 17-mile Drive. Jest to droga, na którą wjazd kosztuje $10. Ma ona właśnie te 17 mil (około 27 km). Całość można oczywiście przejechać samochodem (zwiedzanie w stylu amerykańskim, zobaczyć, ale się nie spocić 🙂 ). Zabroniony jest wjazd motocyklem.

To miejsce dostarcza kolejnych niesamowitych widoków. Przede wszystkim jest to golfowy raj, podobno gra tutaj sam Justin Timberlake 🙂 . Co chwile widać rozległe pola, na których leniwie grają Panowie w średnim wieku z pomarańczową opalenizną i śnieżnobiałymi zębami. Tak, opis może trochę złośliwy, ale całe to miejsce sprawia wrażenie sanktuarium dla bogaczy, trochę jak miasteczko z filmu „Żony ze Stepford”. Przy drodze znajdują się również ogromne rezydencje. Z ciekawości sprawdzałam ich cenę. Około $8,500.000…

Jednak tym, co przyciąga zarówno tych bogaczy (nie my), jak i zwykłych turystów(my), są widoki. Wzdłuż drogi znajduje się kilkanaście punktów widokowych, każdy warty sfotografowania 🙂 .

Justin Timberlake, Źródło: https://www.instagram.com/p/BQbZND3hOzJ/?taken-by=justintimberlake

Jak widać po zdjęciach, nawet w słonecznej Kalifornii, w której nigdy nie pada deszcz (właśnie w okna wali grad z deszczem), warto mieć czapkę zakrywającą uszy i kurtkę. Taka uwaga dla osób, które się tutaj wybierają 🙂 . NAPRAWDĘ. WARTO.

 

#21 Pudełkowa subskrypcja w USA

Coraz popularniejsze (także w Polsce) stają się subskrypcje beautybox’ów. O co chodzi? Płaci się miesięcznie określoną kwotę (w Polsce około 50 zł), w zamian za to dostajemy pudełko z różnymi kosmetykami, zarówno kolorowymi, jak i pielęgnacyjnymi. Można czasami znaleźć tak również akcesoria do makijażu. Co ważne, nie znamy wcześniej jego zawartości, a także prawie zawsze wartość wszystkich zawartych kosmetyków przewyższa tę miesięczną opłatę. Dla marek jest to dobra reklama, dla subskrybentów – możliwość sprawdzenia nowych/nieznanych kosmetyków. W Polsce najbardziej popularny jest (a przynajmniej był) BeGlossy z którego kiedyś korzystałam.

Zainteresowałam się tym tematem w Stanach. Co odkryłam? Po pierwsze, nie są to tylko beautybox’y, ale wszystko-boxy. Jeśli chodzi o kosmetyki, to można mieć subskrypcje kosmetyków drogich, tanich, wegańskich, do zrobienia samemu, tylko produktów do ust, do paznokci, pędzli itd. Poza tym są subskrypcje butów, ciuchów, przyrządów fitnessowych, wystroju wnętrz, z komiksami, z jedzeniem, z zabawkami dla zwierząt, z grami, z bielizną, dla przyszłych panien młodych, dla brodaczy czy ogólne dla mężczyzn. I to oczywiście nadal nie wszystkie. Pewnie część z nich jest już dostępna w Polsce, ale ponieważ nie interesowałam się tym tematem aż tak mocno, to zdziwiło mnie jak dobrze radzi sobie ten pomysł na biznes!

Ponieważ ja interesuje się kosmetykami, to zdecydowałam się na subskrypcję BoxyCharm. Kosztuje to około $21 miesięcznie, sporo, jednak po przeczytaniu recenzji doszłam do wniosku, że warto, ponieważ wartość pudełka przekracza zazwyczaj $100. Jak się okazało, nie tylko ja doszłam do takiego wniosku, bo jestem na liście oczekujących od około…MIESIĄCA! Oczywiście nie mam z tym problemu, że muszę na coś czekać (dobra, jednak trochę mam bo jestem niecierpliwa 😛 ), ale zdziwiło mnie, że jest tyle chętnych na takie usługi!

Przykładowe pudełko; Źródło: https://boxycharm.com

Inna subskrypcja, którą się zainteresowałam, to PlayBySephora (niestety niedostępna w Europie 🙁 ). Na dostanie się na listę subskrybentów czekałam jedynie…2 miesiące. Oczywiście nie wyglądało to tak, że codziennie z wypiekami na twarzy sprawdzałam maila czy nadszedł TEN dzień, szczerze mówiąc trochę o tym zapomniałam… Jednak jak już dostałam maila, nie ukrywam, że sprawiło mi to niemałą radość. Cena to $10/miesięcznie, dostaje się 5 próbek kosmetyków, 1 próbkę perfum, książeczkę/poradnik makijażowy plus karty z punktami. Jak czytałam opinię o tej subskrypcji, to wszystkie brzmiały mniej więcej tak: „JAK SIĘ DOSTANIESZ NA LISTĘ, TO NIGDY Z NIEJ NIE REZYGNUJ!” lub „DAŁABYM WSZYSTKO, ŻEBY DOSTAĆ SIĘ NA LISTĘ”. Ja nie dałam wszystkiego, tylko $10. Czekam właśnie na pierwsze pudełko…

Przykładowe pudełko; Źródło: http://www.mysubscriptionaddiction.com

Co ciekawe, swoją subskrypcję prowadzi również market Walmart czy Target. Jest to odpowiednik polskich hipermarketów, Tesco czy Kauflanda. Ich box’y są odpowiednio tańsze (Target $7, Walmart $5), ale również zawierają produkty, które zostaną zapewne chętnie zużyte. Na szczęście nie ma listy oczekujących, jednak rozchodzą się równie szybko.

Target, Źródło: http://www.mysubscriptionaddiction.com
Walmart; Źródło: http://www.mysubscriptionaddiction.com

W chwili obecnej czekam na 3 różne pudełka. PlayBySephora ($10), Ipsy ($10) i Target ($7). Pudełko z marketu zamówiłam z ciekawości, jednak nie będę go raczej subskrybować. Sephora i Ipsy są bardzo podobne, na kolejny miesiąc zdecyduje się pewnie na jedno z nich. Z CharmBox pewnie będzie podobnie, po 1 miesiącu zdecyduje czy rzeczywiście jest to na tyle fajne, że warto płacić te $21.

Idealną stroną, na której można poszperać i zobaczyć jak wyglądają te pudełkowe subskrypcje w Stanach, jest My Subscription Addiction.

To tyle. Panów, którzy cudem dotarli do końca tego wpisu, przepraszam za zanudzenie tematami kosmetycznymi. Jako nagrodę mogę wam wstawić zdjęcie Lamborghini, które ostatnio widziałam w Cali.