#30 Zbiór ciekawostek z USA

  • Napiwki

    W Stanach Zjednoczonych niedawanie napiwków jest ogromnym faux pas. Kelnerzy dwoją się i troją, żeby na nie zasłużyć. Kilka razy upewniają się czy wszystko w porządku i czy dania są smaczne. Sami przychodzą z dolewkami, czy uprzejmie się uśmiechają z daleka.

W Stanach, w większości restauracji, płacenie za posiłek wygląda trochę inaczej niż w Polsce. Kelner podaje rachunek, jednak przy płaceniu kartą nie przychodzi z terminalem. Zabiera ją ze sobą, a następnie przynosi wydruk, na którym trzeba złożyć swój podpis. Najciekawsza jest jednak dolna część rachunku. Zostawione jest tam miejsce na wpisanie napiwku. Żeby było „łatwiej”, w niektórych miejscach są też zaproponowane kwoty (15% to tyle, 20% tyle, a 30% tyle).

Zostawienie 10% napiwku to jest absolutne minimum, dla obsługi jest to równoznaczne z opinią, że „było w miarę ok”. Aby docenić kelnera, wypada dać przynajmniej 15%. Jak widać na poniższym zdjęciu, czasami dodają nawet kalkulator, żeby dobrze wyliczyć napiwek 🙂 .

Co najlepsze, jeśli kupujemy gdzieś kawałek pizzy na wynos albo kawę, zdarza się, że obsługująca nas osoba odwraca swój monitor, żeby wpisać na nim napiwek. Mimo, że obsługa trwała dosłownie kilka sekund! Jest oczywiście przycisk „no tip” (tłum. brak napiwku), ale mina sprzedawcy jest wtedy odpowiednia do zaistniałej sytuacji.

To samo dotyczy wszelkich usług, fryzjerstwa czy kosmetyki. Przy płaceniu dostajemy wydruk do wpisania napiwku. Jeśli go nie damy, lepiej się już tam więcej nie pokazywać.

Ja staram się nie ulegać tej „modzie”. Denerwuję się wymuszaniem na mnie dawania napiwków. Chętnie doceniam dobrą usługę, ale podtykanie mi pod nos druczków do wypełnienia działa wręcz odwrotnie. To pracodawca powinien nagradzać swoich pracowników, nie klient.

Z drugiej strony, w naszych ulubionych miejscach, wole nie być zapamiętana jako ta, co jest skąpa i napiwków nie zostawia. Pokornie więc godzę się i wpisuje te minimalne 10%.

  • Przycisk w windzie

W windach parter oznacza się często jako „1”, czyli pierwsze piętro (podobnie jest w Rosji, również nie ma parteru). Co więcej, piętro na którym jest wyjście z budynku oznacza się dla ułatwienia gwiazdką (zdjęcie).

Zabawne jest też to, że amerykanie są dość przesądni. W windach nie ma często 13 piętra. Na pewno nie dotyczy to wszystkich budynków, ale w większości hoteli piętro to jest pomijane.

Na początku myślałam, że to żart, ale jakie było moje zdziwienie, kiedy w kolejnych windach po 12 piętrze było…14!

  • Kaloryczność

W restauracjach bardzo często podaje się w menu kaloryczność potraw. Jest to sposób walki z otyłością amerykanów. Szczególnie dotyczy to fastfoodów i niezdrowej żywności, która najmocniej wpływa na problemy z wagą.

Dobrym posunięciem jest również podawanie kaloryczności napojów. Większość skupia się na jedzeniu zamawiając do tego bez namysłu np. colę, która często  swoimi kaloriami potrafi dorównać hamburgerowi.

Mimo, że nie liczę kalorii które spożywam, to mocno dało mi do myślenia to, ile ich mają poszczególne dania czy napoje z menu. Często zdarzało mi się również zmieniać wybór, ponieważ przerażało mnie to, ile kalorii zawiera w sobie jedzenie, które wybierałam.

  • Ceny bez podatków

W Stanach podaję się w sklepach ceny bez podatków. Powodem tego jest fakt, że różne stany mają inne opodatkowania. W USA nie ma VATu, jest jednak tzw. sales tax, czyli podatek od sprzedaży. Nawet na terenie stanu Kalifornia, zależnie od miejsca, wartość ta waha się mniej więcej od 7 do 10%. Warto o tym pamietać, ponieważ bardzo często podatek jest naliczany dopiero przy kasie. Zanim zaczniemy robić awanturę, że nas oszukano, warto szybko przeliczyć, czy aby ta dodana wartość to nie jest ten wspomniany podatek od zakupu 🙂 .

Wysokość sales tax zależy od podatku narzuconego przez stan, miasto, hrabstwo i inne organy. Na przykład w Chicago podatek ten wynosi 10,25% (6,25% stan Illinois, 1,25% miasto, 1,75% hrabstwo, 1% organ zarządzający transportem).

  • Jazda pod wpływem alkoholu

Każdy amerykański stan ma swoje prawo dotyczące jazdy po alkoholu. Najbardziej liberalne jest w Kalifornii. Można prowadzić samochód mając we krwi aż 0.8 promila. Spowodowane jest to tym, że w Kalifornii ciężko jest gdziekolwiek dostać się bez samochodu. A tym samym ciężko bez niego wrócić. Można więc spokojnie prowadzić po około 3 piwach.

Co ciekawe, w barach, aby „uhonorować” osoby niepijące, napoje bezalkoholowe, takie jak woda, cola, są za darmo.

  • Sprzedaż alkoholu

W Kalifornii można kupić alkohol do godziny 2 w nocy. Dlatego też o tej godzinie zamykają się wszystkie puby, bary i kluby, ponieważ ich sprzedaż i tak drastycznie by spadła.