#55 W czym (według mnie) Polska jest lepsza od Stanów Zjednoczonych?

Tak jak obiecałam, tworzę drugą cześć postu porównującego Polskę i Stany Zjednoczone. To co mnie zaskoczyło, to to, że dużo łatwiej przyszło mi napisanie listy na korzyść Polski, niż Ameryki. W czym więc jesteśmy lepsi 🙂 ?

  • Jedzenie

W tym przypadku jestem oczywiście mało obiektywna, zostałam wychowana na polskim jedzeniu i bardzo za nim tęsknie. Jednak od wielu osób słyszałam podobne opinie, że w Polsce jedzenie w restauracjach i sklepach jest po prostu lepsze.

To, czego najbardziej mi brakuje, to małe, osiedlowe piekarnie, do których rano można pójść po świeże, ciepłe pieczywo. Tutaj trzeba się nieźle nakombinować logistycznie, żeby mieć dobry chleb. Po półtora roku w Kalifornii, mam już swoje miejsca i „znajomości”, które dostarczają mi świeże wypieki, ale nadal, nie jest to takie proste jak w Polsce. Doceniajcie!

Jeśli chodzi o restauracje, to może być to zaskoczenie dla niektórych, że według mnie w tej rozgrywce również wygrywa Polska. Znów, nie jestem pewnie do końca obiektywna, nie jadłam bowiem w najlepszych, kalifornijskich restauracjach. Mam jednak wrażenie, że gastronomia w Polsce jest bardziej kreatywna. Za stosunkowo niewielkie pieniądze można zjeść naprawdę dobre i wymyślne dania. Sam wygląd restauracji jest też tutaj często nieporównywalnie gorszy. No i oczywiście cena! Za obiad oceniany przez nas jako „było ok” płacimy zazwyczaj około 60 dolarów, bez alkoholu czy deserów. Ja wiem, wiem, tutaj jest Kalifornia, inna waluta, bla bla bla. Ale nadal – to dużo kasy!

  • Napiwki

W tym podpunkcie Polski i Stanów nie ma nawet co porównywać. W Stanach dawanie napiwku jest jak obowiązek. Oczywiście nikt Ci nie będzie groził bronią, jak nie dasz „tipa”, ale jest to ogromna obraza dla osoby, która Cie obsługiwała, jeśli tego nie zrobisz. Przyjmuje się, że należne minimum to 15%, jeśli dasz mniej, dajesz tym do zrozumienia, że nie byłaś/byłeś zadowolony z obsługi.

Ja może i jestem złośliwa, wredna, niegrzeczna – nie wiem. Jednak jeśli obsługa nie była na naprawdę wyśmienitym poziomie, nie dam więcej niż 10%. Jest to dla mnie bezszczelne, że na rachunku zostają nawet podane przykładowe napiwki (oczywiście od 15% w górę), żeby było Ci „łatwiej” policzyć. Szczytem wszystkiego są dla mnie też sytuacje, kiedy na przykład kupuje butelkę wody w barze i barman odwraca monitor, żeby wpisać napiwek. Podobnie jest w salonach kosmetycznych, zanim Pani skasuje Cię za usługę, zapyta czy masz gotówkę na napiwek czy ma doliczyć do rachunku i sciągnąć z karty. Z góry zakłada, że takowy jej się oczywiście należy.

Coś, czego również nie lubię w Stanach, a dotyczy branży gastronomicznej, to rachunki. W większości restauracji kelner przyniesie Ci rachunek bez poproszenia o niego. Jeśli skończyłaś/skończyłeś posiłek, odmówiłaś/odmówiłeś deseru lub kawy, dla kelnera jest to znak, że może Ci już przynieść rachunek. Oczywiście kładąc go na stole, powie „take your time” czyli „nie musisz się spieszyć”, ale jest to taka lekka aluzja, że „Zajmujesz stolik, a nie jesz. Na pogawędki możesz sobie iść do kawiarni”. Oczywiście nikt Cie nie będzie pospieszał czy wypraszał, ale jednak daje to takie niemiłe odczucie, że nie dajesz już zarobić restauracji, to spadaj.

  • Polityka prorodzinna i urlopy

Mimo, że USA jest wysokorozwiniętym krajem, to polityka urlopów macierzyńskich jest jedna z najgorszych na świecie. Jedyne zabezpieczenie ze strony prawa dla nowych matek to 12 tygodni niepłatnego urlopu macierzyńskiego. Ten czas ma być poświęcony na wyjście z połogu i na tworzenie więzi między matką, a dzieckiem. Jest to urlop, który można wykorzystać zaraz przed lub po porodzie. Oznacza to więc, że jeśli przed porodem kobieta chce ostatni miesiąc ciąży spędzić w domu, skraca sobie tym samym urlop z dzieckiem po jego przyjściu na świat.

Na pomoc przychodzą firmy, które bardzo często oferują dodatkowe benefity dla kobiet w ciąży. Szczególnie popularne jest to tutaj w Dolinie Krzemowej, gdzie jest wiele młodych i nowoczesnych firm, które starają się pakietem prorodzinnym zwabić najlepszych pracowników.

Najlepsze oferty o jakich słyszałam (między innymi w moim obecnym miejscu zatrudnienia) to 5 miesięcy płatnego urlopu macierzyńskiego. Probowali mnie rozkochać w mojej obecnej pracy mówiąc, że mają bardzo dobre benefity, m.in. właśnie dla nowych matek. Szybko utarłam im nosa mówiąc jak to wygląda w Polsce 😉 .

Przejdźmy do urlopów. Czy w tej kwestii jest lepiej? Niestety nie. Amerykańskie prawo zapewnia pracownikowi…0 dni wolnych. Tylko dobra wola i negocjacje z pracodawcą mogą zmienić tę liczbę. Zabawnie, prawda?

Firmy nie mają obowiązku dawania płatnych urlopów, jeśli pracodawca daje Ci całe 0 dni wolnych, musisz prosić o bezpłatny urlop, żeby wyjechać na wakacje. Oferty najlepszych firm dobijają może i do polskich 26 dni, jednak jest to niewielki procent. Ja dostałam hojne 5 dni na pierwszy rok 😉 . W drugim roku tak samo, dopiero w 3 dodają kolejne 5 dni. I tak co dwa lata… Większość firm nie daje jednak więcej niż 15 dni płatnego urlopu na rok.

  • Bezpieczeństwo

W poprzednim poście pisałam, że czuje się tutaj bardziej chroniona przez Państwo czy policję. Są jednak aspekty, które zasiewają u mnie odrobinę strachu. Po pierwsze, obawiam się możliwych trzęsień ziemi w rejonie w którym mieszkamy. Kalifornia znajduje się na styku dwóch płyt tektonicznych, jest więc to miejsce niezwykle mocno narażone na takie działania natury. W przeszłości zdarzały się tutaj duże katastrofy z wieloma ofiarami czy rannymi. Zdaje sobie sprawę, że teraz nauka poszła naprzód, są systemy ostrzegania, badania, czujniki, inne konstrukcje budynków. Mimo wszystko, gdzieś tam z tyłu głowy mam zawsze to, że natury nie przechytrzysz, jeśli coś ma się stać to się stanie. Najbardziej stresujące są dla mnie momenty, kiedy utknę w kroku na moście. Wyobraźnia niestety mi podpowiada, że jeśli trzęsienie zmieni spotka mnie w takim miejscu…to wiadomo co 😉 .

Po drugie – broń. Nie chcę tutaj absolutnie wchodzić w dyskusję na temat dostępności broni. Jednak ponieważ ta broń jest obecna i często czytam o strzelaninach kilka lub kilkanaście mil od mojego miejsca zamieszkania, możliwość takiego niebezpieczeństwa naturalnie kiełkuje w głowie. Jeśli jestem w hipermarkecie czy na ulicy, zdarza mi się niestety pomyśleć „A co bym zrobiła gdyby pojawił się ktoś z bronią i zaczął strzelać?”. Ogólnie czuję się tutaj bezpiecznie, ale jednak w momentach kiedy ktoś używa broni w szkole, w siedzibie YouTube’a czy innym, publicznym miejscu, oczywiste jest, że zaczyna się dopuszczać do siebie takie scenariusze. Niestety.

  • Technologia 

Tak, wiem. Można parsknąć śmiechem po przeczytaniu tytułu tego akapitu. Jednak niestety wciąż są obszary technologii, w której Ameryka chce (?) być zacofana.

W Stanach w większości miejsc nie da się zapłacić zbliżeniowo kartą. Czytałam wiele artykułów na ten temat szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego w Stanach płacenie zbliżeniowe się nie przyjęło. Nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi. Część winy ponoszą zapewne koszty i bezpieczeństwo, jednak nadal jest to niezwykle dziwne, że tak rozwinięty kraj nie unowocześnił swoich płatności. To co jest jednak ważne, to fakt, że płacenie zbliżeniowe telefonem nabiera popularności z każdym kolejnym dniem (sama bardzo często korzystam z opcji Apple Pay). Wychodzi więc na to, że Amerykanie z kart przeskoczyli od razu na telefony, omijając możliwość płacenia kartą zbliżeniowo :).

Drugim zacofaniem, które mnie czasami zwala z nóg, są czeki. Amerykanie kochają wypisywać czeki! Pracuję w finansach i księgowości, mam więc z nimi naprawdę często do czynienia. Jedną z popularniejszych metod płacenia za faktury, usługi, czynsz jest nadal czek i to taki, który jest wysyłany pocztą w kopercie i musi zostać zdeponowany w banku. Podobnie z pensjami, większość z nich jest nadal wypłacana z wypisanego ręcznie czeku. W mojej pracy zdarza się ze opłaty wykonane czekiem dochodzą po 2 tygodniach. Nie rozumiem i nie zrozumiem…