#60 Mam nową pracę!

Tak, wiem. Znowu była dłuższa przerwa w pisaniu. Tak naprawdę byłam przekonana, że nikt już tutaj nie zagląda. Nie przedłużyłam umowy na domenę, co oznaczało, że strona przestanie działać. Już w pierwszym tygodniu jej wygaśnięcia dostałam kilka wiadomości z pytaniem co się stało z stroną, że nie działa. Było to dla mnie niesamowicie miłe, ale z drugiej strony problematyczne. Jak to zrobić, żeby strona znowu wróciła, wraz z całą zawartością. Na całe szczęście, jak widzicie, udało się. Strona wróciła do żywych razem ze wszystkimi poprzednimi postami.

Wracając jednak do głównego tematu… mam nową pracę! Pod koniec listopada rozstałam się z poprzednią firmą, od stycznia rozpoczęłam nową pracę. Tak, zgadza się. Pomiędzy listopadem, a styczniem jest jeszcze jeden miesiąc – grudzień. W tym miesiącu nie pracowałam, dzięki czemu Święta Bożego Narodzenia mogłam spędzić w Polsce.

Dlaczego w ogóle zmieniłam pracę? Rozglądałam się za nowymi ofertami już od jakiegoś czasu. Niezbyt konsekwentnie, zdarzały się bowiem tygodnie, że nie wysyłałam żadnego CV, ale dość często przeglądałam ogłoszenia o pracę, a na profilu LinkedIn zaznaczyłam, że „jestem zainteresowana zmianą pracy”, co pokazuje się rekruterom, gdy szukają potencjalnych kandydatów. Chciałam zmienić pracę, ponieważ firma w której poprzednio pracowałam była dość mała, a co za tym idzie, były niewielkie szanse rozwoju. Po drugie, wewnętrzne zasady firmy nie do końca mi odpowiadały (związek zawodowy), a po trzecie nie miałam pewności czy kiedykolwiek dostanę stałe zatrudnienie (byłam na kontrakcie). Pech chciał (albo i nie-pech?), że w dniu w którym od swojej obecnej firmy dostałam pozytywną decyzję, zaproponowano mi w ówczesnej pracy stałe zatrudnienie  i co gorsze, powiedziało, że już następnego dnia mogę podpisać dokumenty. Skończyło się na tym, że w ciągu jednego dnia musiałam podjąć decyzję, którą posadę wybieram. To, jaki był mój wybór, łatwo wywnioskować 🙂 .

Mimo, że pracę zmieniłam, to jestem bardzo wdzięczna za pierwszą posadę. Była to moja pierwsza praca w Stanach i naprawdę sporo się nauczyłam, językowo i merytorycznie na temat finansów. Od przyjazdu do Stanów byłam straszona, jak trudno znaleźć pracę i że na początku nie zawsze jest to posada związana z dotychczasową karierą. Ja, na całe szczęście, tak mocno tego nie odczułam. Moja pierwsza praca była nie dość, że w finansach, to jeszcze znalazłam ją w niecałej dwa miesiące i to za naprawdę dobre wynagrodzenie.

Z kilkoma osobami z tamtej pracy utrzymuje kontakt do dziś, wiem, że byli ze mnie zadowoleni i wykonywałam dobrą robotę. Mam nadzieję, że będą o mnie pamiętać, jako tą Polkę, która przynosiła Ptasie Mleczko i Delicje do pracy (dla nich: polish sweets 😉 ).

Co robię teraz? Pracuje w firmie muzycznej (jest to dość ogólnikowe stwierdzenie, ale ja muzyką się nie zajmuję, więc nie robi to zbyt dużej różnicy) na stanowisku Junior Accountant, czyli trochę wyżej niż poprzednio (yesss). Żeby jednak nie było samych fajerwerków, pracy jest naprawdę więcej. Dużo. Bardzo dużo. Teraz przynajmniej wiem co to znaczy siedzieć w pracy do 8 wieczorem albo otwierać służbowego laptopa w weekend. Mimo to, jestem bardzo zadowolona. Mój zespół (mimo, że to same baby) i managerka są prześwietni. Wszyscy są bardzo mili i wyluzowani, bo mimo wszystko jest to środowisko muzyczne. Gitary i pianina (!!!) w cube’ach czy klapciochy na nogach to normalka. No i najważniejsze! Moje biuro jest dog-friendly, czyli można do pracy przychodzić z psami. Ja psa nie mam, ale zawsze jakiś się trafi do pomiziania w ramach odstresowania 🙂 .

Jeśli chodzi o odległość to cóż, tutaj dużego postępu nie zrobiłam, a nawet wręcz przeciwnie. z 21 mil awansowałam do…31! Na swoją obronę mam jednak to, że omijam wszystkie najbardziej zakorkowane drogi i wbrew pozorom zajmuje mi to mnie czasu. Niewiele mniej, ale mniej. Nie stoję również w ŻADNYCH korkach, a w Dolinie Krzemowej to nie lada wyczyn. Pracuje w miejscowości Scotts Valley, 10 minut od Santa Cruz i oceanu. Dla zainteresowanych polecam sprawdzić na Google Maps, przepiękna miejscowość.

Jak szukałam pracy? Myślę, że nie różniło się to znacznie od tego, jak jest w innych krajach. Bardzo popularny jest tutaj serwis LinkedIn i to właśnie tam znalazłam swoją obecną pracę. Ogłoszenie na tej stronie jest dość drogie (wiem, bo przez moje ręce przechodzą faktury za to 😛 ), a ponieważ ja stawiałam tylko na większe firmy, to ciąg myślowy był prosty (i myślę, że dość prawidłowy) – małych firm nie będzie stać na szukanie pracowników na tym portalu.

Sam proces rekrutacyjny był też dość sprawny. miałam jedną rozmowę przez telefon, jedną video rozmowę i spotkanie w siedzibie firmy (około 3 godzin i 6 osób). Odpowiedź dostałam po dwóch dniach 🙂 .

Planuję zagrzać tutaj miejsce na dłużej bo znalazłam to czego szukałam. Możliwość rozwoju, świetnych ludzi, darmowe bajgle i prace w sąsiedztwie uskoku San Andreas 😀 . Trzymajcie więc za mnie kciuki (i za to, żeby się nie trzęsło!).