#57 Wycieczka do Waszyngtonu cz.2

W sobotę obudziliśmy się nad ranem, mieliśmy spore wyrzuty sumienia, że usnęliśmy w piątek popołudniu i zmarnowaliśmy kilka godzin, które mogliśmy wykorzystać na zwiedzanie. Zebraliśmy się więc dość szybko, aby tego dnia zobaczyć jak najwięcej.

W naszym hotelu była możliwość wykupienia śniadań, my jednak zazwyczaj w takich miejscach wolimy nie być ograniczeni czasowo. Znaleźliśmy w internecie bardzo popularne miejsce wśród „lokalsów”, które nazywa się The Baked Joint. Mimo, że w sobotę pojawiliśmy się tam wcześnie rano, z daleka przywitała nas długa kolejka – to przynajmniej potwierdziło nasze domysły, że miejsce ma naprawdę dobre śniadania.

Na miejscu jest piekarnia, z której chleb wyglądał naprawdę smakowicie (jak polski). Oprócz tego jest oczywiście kawiarnia, która w swoim menu ma takie propozycje śniadaniowe jak: Creme Brulee French Toast (zdjęcie poniżej) czy kanapki z nutellą, masłem, bananami i solą. Są też mniej ekstrawaganckie i kaloryczne pozycje, jak typowa BLT (zdjęcie poniżej) czy Smoked Salamon. Co ważne, porcje są naprawdę hojne! Jeśli więc ktoś będzie w Waszyngtonie, The Baked Joint to punkt obowiązkowy. Jestem samozwańczym znawcą śniadań, jest to bowiem mój ulubiony posiłek dnia, więc wiem co pisze 🙂 .

Stamtąd, spacerem, aby spalić te śniadaniowe kalorie, udaliśmy się pod Kapitol. Dla tych co spali na historii, podpowiadam, że  jest to siedziba Kongresu Stanów Zjednoczonych. Pod budynek można podejść dużo bliżej niż pod Biały Dom. Sprawiło to, że budynek wydawał mi się większy i bardziej podniosły od tego, w który znajduje się przy 1600 Pennsylvania Avenue. W podziemiach Kapitolu znajduje się imponujące centrum turystyczne, które organizuje wycieczki po budynku. My z tej opcji nie skorzystaliśmy mając tylko weekend na zwiedzanie, ale na pewno jest to coś wartego uwagi. Wejście jest darmowe. Co ciekawe, możliwe jest te wejście na sesje Izby Reprezentantów lub Senatu.

Obok Kapitolu znajduje się Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych i biblioteka Kongresu. Oba budynki są w podobnym stylu architektonicznym, do żadnego z nich nie wchodziliśmy ze względu na brak czasu, ale warto chociażby zobaczyć tak dwa ważne miejsca na mapie Stanów Zjednoczonych.

Sąd Najwyższy ma dziewięciu sędziów wybieranych przez Prezydenta i zatwierdzanych przez Senat. Ich kadencja jest nieograniczona, oznacza to, że służą do swojej śmierci lub dopóki pozwala im na to zdrowie. Z ciekawości sprawdziłam zarobki Prezesa Sądu Najwyższego oraz pozostałych 8 sędziów. Jak na pełniącą funkcje nie są one wysokie, jest to bowiem odpowiednio $223,500 i $213,900 rocznie. Co zabawne, w tych samych wynikach dla zapytania o zarobki, wyskoczyły mi artykuły o tym, że każdy z tych sędziów jest milionerem 🙂 .

Waszyngton ma świetne muzea. Bardzo żałowaliśmy, że nie możemy odwiedzić wszystkich. My zdecydowaliśmy się na Newseum, choć do dzisiaj nie mogę sobie darować, że nie znaleźliśmy dodatkowego czasu na Muzeum Lotnictwa, w którym znajduje się między innymi skała księżycowa, samolot braci Wright czy ponaddźwiękowy samolot pasażerki Concorde.

Muzeum Newsów to interaktywne muzeum o czwartej władzy, czyli o mediach. W internecie znajdują się też opisy, że muzeum ma na celu zwiększenie świadomości czego dotyczy 1. poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, która głosi m.in. o wolności słowa.

Wejście do muzeum kosztuje około 30 dolarów. Jest to siedmiopiętrowy budynek z ponad piętnastoma wystawami. Te które ja najbardziej zapamiętałam, to galeria zdjęć nagrodzonych Pulitzerem, która pokazywała poruszające zdjęcia upamiętniające ważne wydarzenia w historii czy wystawa dotycząca zamachu na WTC, pokazująca gazety z tamtego okresu. Ciekawy był również dział poświęcony pracy FBI i temu jak walczą oni z terroryzmem (m.in. o zamachu w Bostonie). Spodobała mi się również wystawa z historycznymi wydaniami gazet, np. z nagłówkami obwieszczającymi lądowanie na Księżycu czy śmierci Diany. Co ciekawe, muzeum ma też wystawę, na której pokazuje aktualne nagłówki gazet różnych państw (niestety polskiej nie było). Można było również pobawić się w prezentera lub pogodynkę i nagrać swoje (tragiczne) wystąpienie przed kamerami. W muzeum spędziliśmy kilka długich godzin i gdyby nie to, że ciągle czuliśmy oddech czasu na karku, moglibyśmy tam jeszcze spędzić kilka godzin.

Z Newseum udaliśmy się spacerem pod budynek FBI. Znajduje się on pod adresem 935 Pennsylvania Avenue, czyli dość niedaleko Białego Domu. Odwiedzenie siedziby Federalnego Biura Śledczego jest możliwe, ale ponownie, nie jest to takie łatwe. Tematem trzeba się zająć na dużo wcześniej przed planowaną wizytą. Na stronie internetowej washington.org znajduje się informacja, że trzeba się zgłosić do biura kongresowego w swojej okolicy i to oni wystosują prośbę o dodanie nas na listę odwiedzających.

Jeśli chodzi o sam budynek, to nie jest to może żaden cud architektury, ale wygląda bardzo masywnie i poważnie. Zajmuje on całą przestrzeń między sąsiadującymi ulicami, nie jest nowoczesny, ale ma strzeżone wejścia, budki strażników i chronione wjazdy. Może i budynek wygląda na stary i zaniedbany, ale w środku znajdują się zapewne najnowocześniejsze laboratoria, sterty informacji o najgroźniejszych przestępcach i najlepiej ukrywane sekrety. Z pewnością trzeba sobie pomóc wyobraźnią, ale na mnie i tak budynek zrobił wrażenie.

Został on nazwany po pierwszy dyrektorze FBI – Johnie Edgarze Hooverze. Od kilku lat krążyły pogłoski o tym, że siedziba zostanie przeniesiona poza miasto, tak aby zająć większą powierzchnię i unowocześnić swój budynek. W 2017 roku potwierdzono jednak, że dalsze poszukiwania i plany zmiany siedziby zostają zatrzymane z powodu braku funduszy.

Stamtąd udaliśmy się na obiad do tej samej restauracji co poprzedniego dnia. Ja chociaż zdecydowałam się na spróbowanie nowych dań, mój mąż natomiast tak rozkochał się w ich makaronie z krewetkami, że nie chciał nawet spojrzeć na inne dania.

Po posiłku zdecydowaliśmy, że czas skorzystać z samochodu, który do tej pory smacznie spał na publicznym (płatnym) parkingu. Udaliśmy się nim do dzielnicy Kalorama. To właśnie tam obecnie mieszka Barack Obama ze swoją rodziną. Jest to wytworna okolica w której mieszkają największe osobistości stolicy. Barack Obama jest już 6. byłym Prezydentem Stanów Zjednoczonych, który po zakończeniu kadencji przeprowadził się właśnie tam. Przed nim byli to: Woodrow Wilson, William Howard Taft, Franklin D. Roosevelt, Warren Harding i Herbert Hoover. Oprócz prezydentów, mieszka tam obecnie Ivanka Trump z rodziną czy Jeff Bezos, właściciel amazon.com. Kalorama to elegancja okolica z domami w stylu kolonialnym, których ceny sięgają kilku milionów dolarów. Mówi się, że dom Obamy kosztował 8,1 miliona dolarów. A podobno prezydencka pensja to „tylko” 400 tysięcy dolarów…

Jako wścibscy ludzie, chcieliśmy sprawdzić jak blisko domu Obamy można się podjechać. Wiedzieliśmy, że na pewno będzie to utrudnione, ponieważ byli prezydenci dostają dożywotnią ochronę. Nie wiedzieliśmy jednak, że będzie zamknięta cała ulica przez wozy policyjne i funkcjonariuszy Secret Service. Możliwe, że mieliśmy po prostu pecha i podjechaliśmy w „gorącym” momencie, widzieliśmy bowiem aresztowanie. Nie wiemy z jakiego powodu, ale zapewne ktoś próbował przedrzeć się przez ochronę lub włamać do pobliskich domów. Jeśli jednak ulica zawsze obstawiona jest w ten sposób, nie pozostaje mi nic innego jak współczuć sąsiadom Obamy.

Podjechaliśmy również pod Pentagon, czyli Departament Obrony Stanów Zjednoczonych. Jest to ten popularny budynek na planie pięciokątu, który znajduje się Arlington w stanie Wirginia. Jednak mimo to, posiada on waszyngtoński adres i kod pocztowy. Do Pentagonu przypisano 6 unikatowych kodów pocztowych dla poszczególnych departamentów. Chociaż jest to inny stan i wydawać by się mogło, że znajduje się on daleko od stolicy, to jest to kilkunastominutowa przejażdżka samochodem, m.in. przez rzekę Potomak. W budynku pracuje ok. 23 tysiące pracowników wojskowych i cywilnych oraz około 3 tysiące pracowników pomocniczych. Budynek ma pięć pięter ponad ziemią i dwa pod. Na każdym piętrze znajduje się korytarz, którym można by okrążyć cały budynek. Pentagon był jednym z celi podczas zamachów 11 września 2001 roku. W budynku zginęło wtedy 125 osób (i 64 w samolocie).

W niedzielę o 14 miałam powrotny samolot do Kalifornii. Ponieważ ponownie leciałam z Baltimore, nie mieliśmy za dużo czasu od rana aby coś jeszcze zobaczyć. Ponownie poszliśmy na świetne śniadanie do The Baked Joint (zdjęcie) i zrobiliśmy sobie spacer w okolicy Białego Domu, Kapitolu i Mauzoleum Lincolna.

Jestem bardzo zadowolona, że udało nam się wyrwać na te kilka dni i zobaczyć stolicę Stanów Zjednoczonych. Jeszcze mnóstwo miejsc do odwiedzenia przed nami, cieszę się więc, że chociaż to jedno mamy odhaczone. Z drugiej strony, czuje trochę niedosyt, że nie byliśmy zbyt dobrze przygotowani do tej podróży. Chodzi mi głownie o wejścia do rządowych budynków. Na nasze usprawiedliwienie mam to, że o podróży zdecydowaliśmy zbyt późno, żeby do któregoś z nich się dostać. Chciałabym również wrócić do Waszyngtonu ze względu na muzea, bo tego również nie mogę odżałować. Na pewno wycieczka do stolicy nie znajduje się na szczycie naszej aktualnej listy, ale myślę, że kiedyś tam wrócimy. Teraz chcemy podbić Chicago! A przynajmniej ja chce, a Kamila do tego mocno namawiam 🙂 .

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *